Instytut Historii Sztuki <Posen> [Hrsg.]
Artium Quaestiones — 10.2000

Seite: 244
DOI Heft: DOI Artikel: DOI Seite: Zitierlink: 
http://digi.ub.uni-heidelberg.de/diglit/artium_quaestiones2000/0246
Lizenz: Creative Commons - Namensnennung - Weitergabe unter gleichen Bedingungen Nutzung / Bestellung
0.5
1 cm
facsimile
244

GEORGES DIDI-HUBERMAN

niewaz „to siç przedstawia” - z calg siig, ktôrg moze miec u Freuda cza-
sownik darstellen - i „to oglgda” za sprawg samej wizualnej obecnosci
przedstawionego... Nasza hipoteza jest w gruncie rzeczy bardzo banalna
i bardzo prosta: na figuratywnym obrazie malarskim „to przedstawia”
i „to siç widzi” - a przeciez cos mimo wszystko na nim siç pokazuje, na
nim siç oglgda, na nim nas oglgda. Caiy problem polega oczywiscie na za-
kresleniu ekonomii tego mimo wszystko i na przemysleniu statusu tego
czego s.

Jak to nazwac? Jak do tego podejsc? To cos i to mimo wszystko znajdu-
jg si§ w miejscu rozwarcia i pgkniçcia: widzenie rozdziera siç w nim po-
miçdzy zobaczeniem a oglgdaniem, obraz rozdziera sic; miçdzy przedsta-
wianiem a przedstawianiem siç. W tym rozdarciu pracuje zatem cos,
czego nie mogç pochwycic - lub co nie moze mnie pochwycic calkowicie,
trwale - poniewaz ja nie sniç, a co jednak dotyka mnie w widzialnosci ob-
razu jako efemerycznym i czçsciowym wydarzeniu spojrzenia. Jesli jest
prawdg, ze marzenie senne daje kazdej nocy okazj^ do calkowicie rozwi-
ni^tej wizualnosci i do zupelnie niezawisiego panowania spojrzenia-jesli
jest to prawda, to mogç dotkngc tego czegoé z obrazu tylko poprzez para-
dygmat, nie marzenia jako takiego (czymze jest w gruncie rzeczy marze-
nie jako takie? nikt tego nie wie), ale paradygmat zapomnienia marzenia
sennego (znamy to wszyscy kazdego ranka, czyli doswiadczamy, czym to
jest). Inaczej môwigc: do wizualnego wydarzenia obrazu dochodzi tylko
dziçki temu rozdarciu, ktôre rozdziela przed nami to, co jest przedstawio-
ne jako przypomnienie i wszystko to, co przedstawia siç jako zapomnienie.
Najpiçkniejsze estetyki - rôwniez te najbardziej desperackie, jako skaza-
ne na ogol na niepowodzenie lub szalenstwo - sg zatem estetykami, ktôre
pragngc otworzyc si^ calkowicie na wymiar wizualnosci, postulujg za-
mkngc oczy przed obrazem, by juz go nie widziec, ale tylko go oglgdac
i nie zapomniec tego, co Blanchot nazywal „innq nocg”, nocg Orfeusza40.
Te szczegôlne estetyki sg jednak odosobnione, obnazajg siq w nie-wiedzy
i nie wahajg siç nazwac widzeniem tego, czego nikt obudzony nie widzi41.
Zas my, historycy czy historycy sztuki, ktôrzy pragniemy wiedziec, ktôrzy
budzimy siç kazdego ranka z poczuciem wizualnosci snu, niezawislej lecz
zapomnianej, pozostajemy tylko z pismem lub z siowem, pozwalajgcym

40 Por. M. Blanchot, Le regard d’Orphée, L’espace littéraire, Gallimard, Paris 1968,
s. 227-234.

41 Wobec czego mistyczny podmiot w historii nie tworzy nie innego, jak rozwijanie w
imiç Innego (jego Boga) doswiadczalnej estetyki, doswiadczonej i napisanej. Tymczasem,
mowia,c skromniej, wymiar spojrzenia spiqcego bylby obeeny w „dwoch godzinach zaduma-
nego i rozmarzonego podziwu”, ktôre Dora mogla spçdzic przed Madonnq Sykstynskq Ra-
faela... Por. G. Didi-Huberman, Une ravissante blancheur, Un siècle de recherches freu-
diennes en France, Erès, Toulouse 1986, s. 71-83.
loading ...