Instytut Historii Sztuki <Posen> [Editor]
Artium Quaestiones — 7.1995

Page: 231
DOI issue: DOI article: DOI Page: Citation link: 
https://digi.ub.uni-heidelberg.de/diglit/artium_quaestiones1995/0233
License: Free access  - all rights reserved Use / Order
0.5
1 cm
facsimile
POETYKA VERMEERA

231

W tym punkcie Van Eyck i Vermeer się rozchodzą: oglądani z normal-
nej odległości, zdawali się przekazywać nam dwa bezgranicznie podobne
przedstawienia świata zewnętrznego; ale w miarę jak przybliżam się do
obrazów pierwszego z nich, w miarę jak się nachylam, zachłystując się je-
go obsesją precyzji, odkrywam, odkrywam bez ustanku, w coraz to silniej-
szym pomniejszeniu, dokładność, która - chciałoby się rzec - nie ma koń-
ca, i której przejawów poza granicami możliwości oka odkryłoby jeszcze
więcej szkło powiększające. Zbliżając się natomiast do obrazów Verme-
era, mógłbym pomyśleć, że zgubiłem stałe ognisko, na które nastawiony
był tak doskonale mój aparat oczny: wszystko staje się niedokładne, za-
mazane; widok się mąci. Istniało jedynie złudzenie dokładności. Spójrzcie
na zwierciadło z Arnolfinich: czujemy, że przypatrując się z nieco bliższej
odległości, dojrzymy wszystko, co się w nim odbija; zwróćcie z kolei uwa-
gę na kryształową kulę w Alegorii Wiary, przywidzenie tak wyraźne
przed chwilą, rozwiewa się jak złudzenie optyczne, gdy tylko postąpić
nieco naprzód od odpowiedniego punktu obserwacyjnego. Gdzie indziej
półmisek, na którym, jak mi się zdawało, można odcyfrować wyraźnie or-
nament, okazuje się tylko sznureczkiem jasnych kropel, tłustą masą far-
by na podkładzie; twarz, której pomniejszenie wydawało mi się fenome-
nalnie precyzyjne, jest tylko mgławicą plam rozpływających się bez
wytyczonego konturu, nawet bez określonej powierzchni, plam, które
w różnych planach nagle się wyodrębniają. Szkło powiększające uczyni-
łoby tutaj spustoszenie i zamiast oczekiwanych rewelacji wyzwoliłoby tyl-
ko magmę tonów. Vermeer nie zna tej skrupulatności, która pobudzała
Van Eycka w XV wielu, która w wieku XVII niepokoiła szkołę z Leydy
w ślad za Gerardem Dou, tym Gerardem Dou, o którym tradycja głosi, że
dokonywał obserwacji przez soczewkę; sprawozdanie, które składa Ver-
meer z rzeczywistości, jest ścisłe dzięki wrażeniu, nie dzięki drobiazgo-
wości obiektywnego zapisu.
Dokonała się rewolucja; współcześni Vermeera wydają się nam tym
więksi, im bardziej zbliżają się do tego stanowiska, które on doprowa-
dza do ostateczności; po nich drobiazgowość przestaje być tolerowana;
u Meissoniera już drażni.
Dotarliśmy oto do sedna problemu technicznego, jeśli nie nawet po-
etyckiego, postawionego przez Vermeera. Nie zaprząta on już sobie uwagi
kalkowaniem natury, jej niewolniczą imitacją, ale stara się dać jej malar-
ski ekwiwalent. Malarstwo odkrywa swoje autonomiczne możliwości, sta-
wia się wyżej niż rzeczywistość, która wkrótce stanie się jedynie prete-
kstem do wykorzystania jego własnych, olśniewających zasobów.
Vermeer przyswaja sobie tę nową wolność, ale - daleki od przeciwstawia-
nia jej tradycji ściśle realistycznej - spaja obydwie ze sobą; z wybornego,
śmiałego zastosowania plamy barwnej wydobędzie grę wrażeń zdolną dać
oku złudzenie wrażeń pochodzących z rzeczywistości.
loading ...