Instytut Historii Sztuki <Posen> [Editor]
Artium Quaestiones — 12.2001

Page: 418
DOI issue: DOI article: DOI Page: Citation link: 
https://digi.ub.uni-heidelberg.de/diglit/artium_quaestiones2001/0420
License: Free access  - all rights reserved Use / Order
0.5
1 cm
facsimile
418

T. J. CLARK

Białych na białym. To, co jest niesamowite w przypadku Malewicza - co
sprawia, że zdjęcia z ekspozycji jego prac z lat 1915, 1919 i 1927 (il. 23)
są tak poruszające - to współistnienie bardziej złożonych, „statecznych”
albo „dynamicznych” suprematystycznych dzieł z ikonami nowego nie-by-
cia; i fakt, że porządek wieloelementowych obrazów zaznacza się jako
część - niezbędna - dla nowego obrazu świata.
Ten paradoks sięga głębiej. Bowiem im bliżej się przyjrzeć, tym bar-
dziej wydaje się, że finezja i oczywistość kompozycji Malewicza jest ko-
nieczna do końcowego efektu jego obrazów - zwłaszcza in situ, gdy widzi
się je w otoczeniu innych. To jest to, co nadaje najlepszym z jego prac at-
mosferę głębokiej nieuchronności, ostateczności i szczerości. Obraz tak
cudowny, jakim w moim przekonaniu jest Supremus nr 56 (il. 14), wydaje
się ostatecznie nie do końca aż tak dobry, jak diagonale ze Stedelijk (il. 16)
albo jak kształtny schemat systemu słonecznego z MoMA (il. 18). Pod
względem swej żywości pozostaje on troszeczkę za bardzo zależny od ta-
ktyki Kandinsky’ego - multiplikacji lokalnego detalu, wielokrotnego
dzielenia malarskich komórek w wirowych ruchach pyłu kosmicznego.
Różnobarwne życie, jak Kandinsky to kiedyś określił. Efekt powstaje
oślepiający, ale brak mi końcowej dogmatycznej deklaracji: „Oto, jak to
jest”. A Malewicz bez takiego dogmatyzmu to nie całkiem jest Malewicz.
Jego wyobraźnia wizualna tylko wtedy w pełni się uruchamia - tylko
wtedy staje się sobą, natrafiając na porządki i warunki ustanowienia po-
rządku, z którymi nikt inny nie odważyłby się zmierzyć - kiedy wypowia-
da się po malarsku pełnym głosem. Wydając z siebie monizm książki Bóg
nie został strącony.
Okazuje się zatem, że Malewicz i El Lissitzky mają więcej ze sobą
wspólnego, niż można by przypuszczać. Staranność i systematyczność El
Lissitzkiego, zaatakowane przeze mnie cokolwiek bezlitośnie, to z pewno-
ścią cechy, które uczeń mógłby znaleźć u mistrza. Ale sztuka jest jak
zwykle niesprawiedliwa. Jakości, które w rękach Malewicza były pozy-
tywne, gdyż pozostawały w napięciu z jakościami i przedsięwzięciami,
które po sprawiedliwości powinny były je przygnieść, u Lissitzkiego były,
generalnie rzecz biorąc, ograniczeniem.
Oczywiście twierdzę, że są wyjątki od tej reguły. Okres witebski w
ogóle jest wyjątkowy, właśnie dlatego, że pole sił Malewicza znajduje się
tak blisko. Tablica propagandowa to jeden z dowodów. Inny - to pomnik
Róży Luksemburg. Fakt, że w obu przypadkach mamy przykład zwycza-
jowych rozwiązań El Lissitzkiego potwierdzających się przy zastosowa-
niu w większości tego samego materiału - Miasto i Róża Luksemburg mi-
nus napis - jedynie czyni moment wolności tym bardziej godnym uwagi.
I nie twierdzę, że taki moment wolności nigdy się nie powtórzył. Jest
Pressa. Jest sala Broun El Lissitzkiego. Są najlepsze (najbardziej surowe)
z jego stalinowskich fotomontaży.
loading ...