Instytut Historii Sztuki <Posen> [Editor]
Artium Quaestiones — 16.2005

Page: 262
DOI issue: DOI article: DOI Page: Citation link: 
https://digi.ub.uni-heidelberg.de/diglit/artium_quaestiones2005/0264
License: Free access  - all rights reserved Use / Order
0.5
1 cm
facsimile
262

ROSALIND E. KRAUSS

Każdą z powieści Ernsta drąży się w głąb, by wydobyć jej „zasadę kompo-
zycyjną”. Une semaine de bonte uważane jest za kontynuację 120 dni
Sodomy de Sadea lub Pieśni Maldorora Lautreamonta - każde z tych
literackich odniesień samo jest osn ute na wątku siedmiu dni stworzenia.
„To jest powieść alchemiczna”, utrzymuje kolejna interpretacja. Na co
jeszcze inna odpowiada, że jedyną alchemią, jaka wchodzi tutaj w grę,
jest ,„Alchemia słowa” Rimbauda, skoro przypisanie różnych banu każdej
części książki przypomina władczy gest poety: kolorystyczny chrzest sa-
mogłosek - „A noir, E blanc, I rouge, O bleu, U vert”.
Historyk sztuki myśli za pomocą umysłu scholastycznego. Typologie. Re-
cenzje. Świat widziany oczyma starego człowieka, patrzącego wzrokiem
utkwionym w przeszłość z zamiarem odnalezienia szczebli tego, co
uprzednie, by wolno, z mozołem wspiąć się po nich ku doświadczaniu
teraźniejszości. Teraźniejszości z góry ustabilizowanej dzięki uprzednie-
mu jej orzeczeniu.
Oczy dziecka, którymi patrzy Adorno, przewracając strony powieści Ern-
sta, nie widzą wzoru Ruskina, jego zaklinania formy. Jest to dziecko,
którego nie pozbawiono radości zabawy i które zagląda badawczo do
wielu rozmaitych baśniowych przestrzeni. Są to przestrzenie konstru-
owane przez XIX-wieczne drzeworyty, wykorzystywane do ilustrowania
magazynów popularnonaukowych, takich jak La Naturę, lub rozrywko-
wych, jak Magazine pittoresque\ a także przestrzenie tworzone przez
ilustrowane bajki, jak Amor und Psyche, lub tanie powieści, jak Les
darnnes de Paris. Ich styl jest bez wątpienia archaiczny, passe, staro-
świecki w sposobie, w jaki kształtują owe przestrzenie laboratoriów,
pampasów, salonów bilardowych, wagonów kolejowych, ulic zdewasto-
wanych przez wojnę, mórz o falach wzburzonych sztormem, barek towa-
rowych ...; przestrzeni, zamieszkiwanych przez rozmaite persony, zbyt
liczne, by je wymienić po imieniu. Gdy jednak osiada kurz po ich nerwo-
wej krzątaninie, dziecko zaczyna odczuwać powtarzalność, tyle podnie-
cającą, co rzeczywistą. To jemu, ale nie im jest prezentowane olbrzymie
ciało lub częściej część tego ciała, unosząca się w skądinąd całkowicie
swojskiej, znajomej przestrzeni. Oni już o nim zapomnieli. Ale to ciało
tam jest, niczym wielka, witająca poduszka, dziwnie miękka i zwykle
bielsza od swego otoczenia. W czwartej karcie ciało wyłania się z apara-
tury laboratoryjnej, przy której manipulują dwaj naukowcy: dwie białe,
lubieżnie splecione nogi, dziesięć razy większe niż naturalne. Zachwy-
cający, czarujący obiekt częściowy.
On spoczywa, ociężały. Ręka, noga, torso. Prawie zawsze nagi, prawie
zawsze kobiecy. Jako że nigdy nie zauważany przez aktorów danej sceny,
loading ...