Państwowy Instytut Sztuki [Hrsg.]; Stowarzyszenie Historyków Sztuki [Hrsg.]
Biuletyn Historii Sztuki — 16.1954

Seite: 174
DOI Heft: DOI Artikel: DOI Artikel: DOI Seite: Zitierlink: 
https://digi.ub.uni-heidelberg.de/diglit/bhs1954/0200
Lizenz: Freier Zugang - alle Rechte vorbehalten Nutzung / Bestellung
0.5
1 cm
facsimile
RECENZJE

14-letniej pracy na Zamku, bo do
r. 1543, wykonuje jedynie te rozety,
raz jeden tylko rzeźbiąc główki se-
rafinów i prawdopodobnie drewnia-
ny model skrzydła ołtarza w kaplicy
Zygmuntowskiej. Ciekawiej zaryso-
wuje się nam jego sylwetka, gdy za
autorką prześledzimy krakowskie
księgi ławnicze, wójtowskie i ra-
dzieckie oraz regestra kościoła Ma-
riackiego. Pracę jego możemy śle-
dzić od r. 1532 aż do śmierci, którą
jednak przesunęłabym na r. 1548 (nie
1545). Jeżeli autorka konsekwentnie
i słusznie przyjmuje, że występują-
cy w tych aktach Joannes schniczer,
Joannes sculptor i Hanus schniczer
są identycznymi osobami (a wynika
to z podanych przez nią różnych
faktów łączących wymienione osoby
w jedną), to należało również włą-
czyć tu i Joannesa sculptor a seu
statuariusa Mtis Regie, który z żoną
Małgorzatą kupuje dom1, a umiera
w r. 1548, jak wynika ze spisania
inwentarza po zmarłym Janie szni-
czer na żądanie żony Małgorzaty2.
Na to, że Joannes szniczer zmarły
w r. 1548 mógłby być Hanusem
sculptorem wskazywałby także na
pozór drobny fakt, że we wspom-
nianym inwentarzu poza S<5 dłutka-
mi i klockami drzewa (res ligneae
minute pro Kunsti) znajdują się i
varia instrumenta ferrea pro artifi-
cio aurificum; skądinąd wiemy zaś,
że wedle rachunków dworu królew-
skiego w r. 1543 sculptor Hanus o-
trzymuje zapłatę za deauratione du-
arum rosarum (za ten typ prący po
raz pierwszy, gdyż dotychczas wy-
konywali ją malarze). Natomiast nie
byłabym skłonna identyfikować Ha-
nusa czy Joannesa sculptora z Joan-
nesem Jandą sculptorem alias schny-
czerem. Właśnie dlatego, że po raz
pierwszy w r. 1544 spotykamy to na-
zwisko w związku z wykonywaniem
tabuli dla Mikołaja Rydla z Prze-
myśla, odnosi się wrażenie, że dta
odróżnienia od ogólnie znanego Ha-
nusa, nazwisko obcego podano dla
tych samych celów, dla których wy-
różnia się w wymienionych aktach
Jana Marię Padovano lub Jana Ci-
niego. Motywowanie identyczności
Jana Jandy z Hanusem — jeżeli au-
torka nie ma na to innych dowo-
dów — na podstawie tylko tego, że
wykonywali podobnego typu dzieła,
nie wytrzymuje krytyki.
W r. 1535 Sebastian Tauerhach za-
warł ogólną umowę na wykonanie

1 Ptaśnik J., do druku przygoto-
wał Friedberg M., Cracovia Artifi-
cum 1501 — 1550, Kraków 1937 (Źró-
dła do historii sztuki i cywilizacji w
Polsce, T. V, z. II), nr 1121, s. 433.
2 Jw., s. 472, nr 1196.

stropu (summarie pactum pro fabri-
cando laąueario alias pientro) z ka-
setonami, jak również na 194 głowy
ludzkie rzeźbione. Równocześnie pod
tą samą datą zanotowana jest zapła-
ta dla rzeźbiarza (sculptori vel sta-
tuario) za wykonanie 88 poczwór-
nych rozet i 88 rozet w kształcie
krzyża oraz dla malarzy za złoce-
nia i polichromię. Są to trzy osob-
ne pozycje opłacane niezależnie od
siebie. Tauerbach nie występuje ja-
ko przedsiębiorca dla wszystkich
trzech rodzajów prac, ale reprezen-
tuje jedynie swój warsztat stolarski
na wykonanie stropów i głów. jak
już kiedyś w r. 1534, kiedy to zawarł
summarie pactum alias ogulem pro
exstruendo et fabricando laąueario
i Boner zobowiązany był dać mu za-
płatę pro salario suo, pro salario fa-
miliae et pro omnibus necessariis li-
gnis, asseribus itd. Hans snycer wy-
konywał zawsze na własny rachu-
nek rozety i wątpliwe jest, by ma-
jąc ciągle do wykonywania wielką
liczbę rozet, mógł pomagać Tauer-
bachowi i w rzeźbieniu głów ludz-
kich. Zastanawiająca w tym wszyst-
kim jest cena, jaką policzono za gło-
wy i za rozety. O ile za jedną głowę
płacono tylko 24 gr, to za rozetkę
większą — 2 fl., a za mniejszą 1 fl.
Czyby grał tu rolę fakt wykonywa-
nia rozet przez mistrza, a głów —
niezależnie od ich przeciętnie wyso-
kiej klasy artystycznej — przez siły
zatrudnione w warsztacie Tauerba-
ch a? Bo niewątpliwie Tauerbach,
dysponujący wielkim zespołem ucz-
niów i czeladników, część pracy od-
dawał im do wykonania, sam czu-
wając nad całokształtem prac i wy-
konując tylko' niektóre z nich. I dla-
tego też temu chyba przypisać nale-
ży różnice w wykonaniu głów wa-
welskich, lepszych i słabszych. Na
podstawie powyższych rozważań wy-
łączyłabym Hanusa snycerza jako
twórcę głów wawelskich, natomialst
byłabym skłonna autorstwo ich o-
kreślić wyraźniej, jako „warsztat
Sebastiana Tauerbacha".
Pozostaje jeszcze jeden problem,
który mimo popularnego charakteru
monografii — interesującej przecież
także jednak i fachowców — doma-
ga się wyjaśnienia. Chodzi o stosu-
nek autorki do prac, opublikowa-
nych dotychczas na temat głów wa-
welskich. Na końcu książki podana
jest bibliografia, poprzedzona wedle
mnie zupełnie niepotrzebnym ko-

3 Mańkowski T., Głowy wawel-
skie, Biuletyn H. S. XII (1950), nr 1-
4, s. 14-30.
4 Zniekształcone słowo ,,loggie"
podane w rachunku dworu królew-
skiego z 3 lutego 1543 jiako „Loye“

mentarzem, zalecającym przeczyta-
nie wymienionych tam prac z pożyt-
kiem. O ile drugą z cytowanych po-
zycji Gostyńskiego T., Przypuszczal-
ny prototyp wawelskiego stropu z
głowami autorka wykorzystała w
tekście, zwracając uwagę na zaby-
tek neapolitański, o tyle nie zajęła
ona żadnego stanowiska w stosunku
do pracy T. Mańkowskiego3 mimo,
że przeczytanie tej pozycji wpłynie
niewątpliwie dezorientuj ąco na czy-
telnika-laika i podważy zaufanie do
wypowiedzi autorki. Bo komuż mia
wierzyć czytelnik, często bezkry-
tycznie ufający słowu pisanemu, gdy
w jednej pracy dowiaduje się, że
twórcą głów wawelskich był Seba-
stian Tauerbach i Hans snycerz, a z
drugiej, poleconej mu do przeczyta-
nia z pożytkiem, dowiaduje się o ist-
nieniu nowego twórcy Gotfryda van
der Loy?4 Właśnie popularna mono-
grafia powinna w przystępny spo-
sób podać cały materiał naukowy
przepracowany i sprawdzony, bez
zostawiania czytelnika-laika na ła-
skę własnych domysłów, a często,
jak w tym wypadku — rozterek. Nie
chodzi o przeprowadzenie szczegó-
łowej dyskusji naukowej w tej już i
tak małej monografii, ale wystar-
czyłoby jedno zdanie autorki na po-
czątku rozważań o twórcach rzeźb,
iż nie zgadza się z dotychczasowymi
atrybucjami, gdyż na podstawie ba-
dań archiwalnych doszła do innych
wyników niż jej poprzednicy.
Książka zresztą pisana jest w spo-
sób interesujący, stylem żywym i o
zacięciu literackim. Mimo wspom-
nianych przeze mnie usterek, pod-
nieść należy, że do jej zalet nauko-
wych należy sumienne oparcie się o
materiał archiwalny i trafne na o-
gół — mimo częściowych moich za-
strzeżeń — rozwiązanie zagadnienia
głównego twórcy głów wawelskich
* + *
Książka Adama Bochnaka o Ka-
plicy Zygmuntowskiej w sposób ja-
sny, przejrzysty i popularny zapo-
znaje czytelnika z kaplicą wawelską
i naszym stanem wiedzy o niej.
Zwłaszcza opis kaplicy posiada za-
równo cechy naukowTej dokładności,
jak i żywego, swobodnego ujęcia o
literackim zacięciu. Pod tym wzglę-
dem osiągnięta zostaje w wielu miej-
scach książki pełna synchronizacja
opisu i materiału ilustracyjnego:

T. Mańkowski uznał za nazwisko ni-
derlandzkiego rzeźbiarza Gotfryda
van der Loy, żyjącego w tym czasie
i utożsamił go z twórcą głów wa-
welskich.

174
loading ...