Państwowy Instytut Sztuki [Editor]; Stowarzyszenie Historyków Sztuki [Editor]
Biuletyn Historii Sztuki — 16.1954

Page: 270
DOI issue: DOI article: DOI article: DOI Page: Citation link: 
https://digi.ub.uni-heidelberg.de/diglit/bhs1954/0306
License: Free access  - all rights reserved Use / Order
0.5
1 cm
facsimile
RECENZJE

Teka konserwatorska, zesz. 1. Ministerstwo Kultury i Sztuki, Zarząd
Ochrony i Konserwacji Zabytków — Państwowe Wydawnictwa Tech-
niczne, Warszawa 1952, str. 68, ryc. 137.

Nowe wydawnictwo Zarządu O-
chrony i Konserwacji Zabytków Mi-
nisterstwa Kultury i Sztuki nawią-
zuje tytułem do tradycji zasłużonej
Teki Grona Konserwatorów Galicji
Zachodniej. Jak jednak wyjaśnia
słowo wstępne prof. J. Zachwatowi-
cza, jego cel jest nieco inny. Chodzi
bowiem nie o zadania inwentaryza-
cyjne, wysuwające się w dawnej
Tece na plan pierwszy, lecz przede
wszystkim o publikację materiałów
nagromadzonych w związku z licz-
nymi pracami konserwatorskimi,
prowadzonymi na obszarze całego
kraju. Obok faktu ujawnienia cen-
nych niejednokrotnie materiałów
pomiarowych, fotograficznych i opi-
sowych istotnym momentem nowe-
go wydawnictwa jest poddanie pod
dyskusję szerszego ogółu fachowców
i miłośników zabytków założeń kon-
serwatorskich prac zamierzonych o-
raz dokumentacji już zrealizowa-
nych. Po myśli tak zarysowanego
programu idzie treść pierwszego ze-
szytu, na którą składają się dwa o-
pracowania, dotyczące jeszcze nie-
zrealizowanych koncepcji (B. Guer-
quina Zamek w Drzewicy i P. Bie-
gańskiego Problem ukształtowania
urbanistycznego placu przed pała-
cem Staszica w Warszawie) oraz je-
dno o charakterze sprawozdawczym
(J. Koszczyc-Witkiewicza Kołegiata
w Tumie pod Łęczycą).
Podnosząc słuszność problematyki
pierwszego numeru trzeba też zwró-
cić uwagę na właściwy jego zestaw
tematyczny. Każda z trzech rozpraw
dotyczy ważnego obiektu zabytko-
wego reprezentującego szczytowe
możliwości twórcze swego czasu w
warunkach polskich. Jeśli jest w
tym zakresie możliwe jakieś war-
tościowanie, to na czoło omówio-
nych monograficznie zabytków wy-
bija się kolegiata w Tumie. Osiem-
set lat jej długiego żywota związa-
nych z dziejami kraju jest tego waż-
nym powodem, ale nie jedynym.
Monumentalna bryła budowli wyra-
stająca granitowymi murami z rów-

* Znaczne prace przy odgruzowa-
niu zostały wykonane w ramach
zbiorowego czynu mieszkańców po-
bliskiej Łęczycy.

niny podłęczycikiej posiada nadal
niezwykłą siłę oddziaływania pla-
stycznego. Dlatego losy tego pomni-
ka, w tej samej mierze historyczne-
go co artystycznego, tak żywo ob-
chodzą ogół społeczeństwa*, które
boleśnie poruszyła wiadomość o
zniszczeniach września 1939 r. W
swym studium dał prof. Witkiewicz
opis dokonanych od tego czasu wy-
siłków, zmierzających do usunięcia
skutków zniszczeń tak wojennych
jak i wynikających z działalności
czasu. Zasłużony autor sięgnął pa-
mięcią jeszcze dalej wstecz i nawią-
zał do dawniejszych zabiegów kon-
serwatorskich prowadzonych pod je-
go kierunkiem od r. 1930. Ten długi
okres ciągłego, bliskiego kontaktu z
zabytkiem zapewnił mu jego grun-
towną znajomość, jakiej tak często
zazdrości historyk sztuki architekto-
wi poznającemu budowlę nie z krót-
kich parogodzinnych oględzin za-
tyrakiowanych ścian, ale z prawdzi-
wej sekcji anatomicznej, do jakiej
okazji dostarczają każde większe
prace konserwatorskie ujawniające
we wszystkich szczegółach morfolo-
gię i właściwości strukturalne bu-
dynku. Pod tym względem wiele no-
wego wnosi praca będąca w ukła-
dzie formalnym -— wg określenia sa-
mego autora (s. 52) — pewnego ro-
dzaju kroniką odbudowy i rekon-
strukcji. Nowym w stosunku do
przedwojennego stanu znajomości u-
trwalonego monografią M. Walickie-
go jest stwierdzenie odcisków dachu
dających wysokość kondygnacji em-
porowej, ustalenie wysokości apsyd,
odkrycie okienek apsydy zachodniej,
pozyskanie danych co do konstruk-
cji murów w rozmaitych miejscach
oraz odnalezienie dosyć znacznej
ilości, co prawda na ogół drob-
nych fragmentów architektonicznych
tkwiących na dawnym miejscu
wzgl. użytych wtórnie. Jako znale-
zisko najważniejsze trzeba wymie-
nić natrafienie na części głowic kost-
kov4ych o charakterystycznym pół-
cyrklowym ornamencie i baz z żab-
kami narożnymi oraz odsłonięcie
prawie kompletnie zachowanego pi-
lastra przy prezbiterium od strony
południowej. Te szczegóły pozwa-
lają na bliższe określenie środowiska,

z którego pochodzili kamieniarze
zatrudnieni przy budowie stwarza-
jąc przy tym interesujące analogie
do form architektonicznych zastoso-
wanych w nieco wcześniejszych bu-
dowlach Wielkopolski i Wrocławia.
Trzeba tu jeszcze dodać, że reprodu-
kowany jako ryc. 33 „węgarek bar-
dzo wykwintnie profilowany, raczej
renesansowy" (s>. 45) jest romański,
chociaż istotnie z łatwością może być
brany za renesansowy, co wynika
ze wspólnych antycznych źródeł obu
okresów oraz nierzadkiego wzoro-
wania się sztuki Odrodzenia na do-
robku wczesnego średniowiecza.
Rozprawa przynosi nadto szczegóło-
we dane techniczne i materiałowe
korygujące _w niejednym dawniej-
sze opracowania. Opis zabiegów do-
konanych dzieli się na czynności
wyłącznie konserwujące oraz na zo-
brazowanie rekonstrukcji i jej uza-
sadnienie. Do zakresu prac konser-
wujących należało przede wszystkim
związanie wnętrza murów nadwąt-
lonych pociskami artyleryjskimi i
pozbawionych częściowo pierwotne-
go wapiennego spoiwa przez długo-
trwałą działalność wody i wichrów.
Autor z predylekeją i znawstwem o-
pisuje zastosowanie w kolegiacie
tumskiej zastrzyków cementu doko-
nywane pod ciśnieniem sprężonego
powietrza1-. Dalsze ustępy dotyczą już
odbudowy i rekonstrukcji. Trzeba
powiedzieć, że zadanie, jakie ocze-
kiwało konserwatora, nie było wca-
le łatwym i stawiało od razu wobec
konieczności zasadniczych rozstrzyg-
nięć. Faktami stworzonymi przez ru-
inę i opuszczenia lat wojennych by-
ło zupełne nadwątlenie szregerow-
skiej nadbudowy wież i strefy o-
kiennej.
Tak w pierwszym jak drugim wy-
padku rozkład murów postąpił tak
daleko, że musiały one ulec natych-
miastowej rozbiórce. W tym mo-
mencie wysuwało się zagadnienie,
czy należy wracać do osiemnasto-
wiecznej koncepcji odtwarzając ją
na nowo, a więc pozbawioną zalety
największej, jaką stanowił uprzednio
autentyzm formy i techniki z końca
XVIII w. Pytanie to nasuwało się z
tym większą siłą, że nie był to wca-
le przykład harmonijnego współży-

270
loading ...