Państwowy Instytut Sztuki [Editor]; Stowarzyszenie Historyków Sztuki [Editor]
Biuletyn Historii Sztuki — 16.1954

Page: 382
DOI issue: DOI article: DOI Page: Citation link: 
https://digi.ub.uni-heidelberg.de/diglit/bhs1954/0420
License: Free access  - all rights reserved Use / Order
0.5
1 cm
facsimile
LISTY DO
Do Redaktora Naczelnego
Biuletynu Historii Sztuki
prof. Stanisława Lorentza
Wyrażam Panu głęboką wdzięczność za przysłanie
mi nr 2 Waszego wydawnictwa z r. 1953 — z artyku-
łem poświęconym riepinowskim tomom „Chudożest-
wiennoje Nasledstwo“. Artykuł ten wywarł na I. E.
Grabaria i na mnie — redaktorach wydawnictwa
„Chudożestwiennoje Nasledstwo“ — bardzo pozytyw-
ne wrażenie. Autor artykułu jest dobrze zaznajomio-
ny z pracami o Riepinie, które ukazały się w latach
ostatnich w naszym kraju. Uważamy za słuszne prawie
wszystkie krytyczne uwagi autora i w razie powtór-
nego wydania — wszystkie wskazane braki będą przez
nas uwzględnione. Prosimy o wyrażenie autorowi ar-
tykułu naszej serdecznej wdzięczności za talk wysoką
ocenę całości naszego wydawnictwa.
Żałuję bardzo, że nie wiedziałem o utworach Rie-
pina znajdujących się w Polsce, w roku 1947 gdy pi-
sałem swój artykuł pt. „Nowoznaleziony i utracony
Riepin", wydrukowany w pierwszym riepinowskim
tomie „Chudożestwiennoje Nasledstwo“. Słusznym by-
ło podanie w Waszym wydawnictwie informacji o pra-
cach Riepina, znajdujących się w muzeach polskich,
jak również umieszczenie ich (reprodukcji. Jednak

REDAKCJI
dwie z nich nie są pracami Riepina: są to portret
Czertkowa i portret nieznanego mężczyzny, datowany
1881 r. Te płótna omawiam szczegółowo w artykule
pt. „Rzekomy Riepin za granicą", drukowanym W nr
5 „Isskusstwa" z zeszłego roku. W tymże artykule
udowadniam podrobienie „nieznanego szkicu" do ob-
razu „Areszt propagandzisty", opublikowanego w nr 1
Waszego wydawnictwa z roku 1951. Wysyłam Panu
równocześnie odbitkę drukarską tego artykułu. Na-
tomiast dwa inne reprodukowane utwory są znakomi-
tymi pracami Riepina. O portrecie Cziczerina mogę
udzielić informacji, iż w papierach Riepina zachował
się list z 19 listopada 1901 r., który otrzymał z Kra-
kowa, z prośbą o przysłanie jakiejś pracy dla Muzeum
Matejki. Riepin w odpowiedzi na tę prośbę posłał do
Muzeum krakowskiego portret Cziczerina wraz z pis-
mem, którego brulion zachował się [...]
Jeszcze raz dziękuję Panu za przysłanie mi nr 2
Waszego wydawnictwa i z góry wyrażam swą wdzięcz-
ność za spełnienie mych próśb.
Redaktor riepinowskich tomów
„Chudożestwiennoje Nasledstwo'1
i zast. Redaktora Naczelnego
„Literaturnoje Nasledstwo“
I. S. Zilbersztejn

Do Redakcji
Biuletynu Historii Sztuki
Jako czytelnik nie mający prawa do tytułu histo-
ryka sztuki przeczytałem z wielką satysfakcją i wdzię-
cznością za wszystko, czego się dowiedziałem, artykuły
Bogdana Horodyskiego i Mirosławy Chamcówny w nr 2
Biuletynu Historii Sztuki za rok bieżący. Pozwolę so-
bie jednak zgłosić dwie uwagi jako filolog, sądząc, że
nie wykraczam przy tym poza granice Apellesowego:
„Sutor, ne supra crepidam!" — Chodzi mi o rzeczy na-
stępujące.
W artykule B. Horodyskiego (wręcz rewelacyjnym
poza tym!) łacińskie zdanie: „Redemisti nos memento
quod sumus Tui domine" -(str. 206) zostało oddane po
polsku „Kupiłeś nas świadomością, że twoi jesteśmy,
panie". Przekład to niewątpliwie błędny. Po pierwsze
autor artykułu nie zwrócił uwagi na to, że tekst ła-
ciński składa się nie z jednego zdania, lecz z dwóch,
oddzielonych znakiem przestankowym, a więc brzmi:
„Redemisti nos, memento quod sumus Tui domine".
Po drugie czasownik redimere nawet w łacinie kla-
sycznej nie znaczy „kupić", lecz „odkupić, wykupić,
wyzwolić". W łacinie średniowiecznej to ostatnie zna-
czenie pod wpływem Nowego Testamentu poszło jesz-
cze dalej w kierunku „zbawić" (por. m.i. Apoc. 5,9:“...
redemisti nos Deo in sanguine tuo...“). Wreszcie prze-
kład słowa memento za pomocą polskiego „świadomo-
ścią" czyni wrażenie, jakby autor uważał je za jakiś
ablativus instrumenti od nie istniejącego mementum;
otóż jest to po prostu imperativus od nieregularnego
czasownika meminisse — „pamiętać". Toteż przekład
wspomnianego zdania łacińskiego powinien by brzmieć:
„Wyzwoliłeś nas; pamiętaj, że twoi jesteśmy, panie". —
Zmienia to sens dalszych wywodów autora o tyle, że

czyni sformułowanie podstaw wdzięczności, jaką dwo-
racy Ludwika Moro mogliby żywić dla swego władcy,
mniej drastycznym, a więc osłabia satyryczną tenden-
cję omawianej miniatury.
W artykule Mirosławy Chamcówny na str. 234 au-
torka dała komentarz do słowa praszczęta pojawia-
jącego się w tekście Noty Estreichera do Szkoły Głów-
nej. Słowo to wydało się autorce naprzód tak bardzo
dziwne, że opatrzyła je w tekście Noty charaktery-
stycznym „sic!“, a w przypisku u dołu stronicy dodała
komentarz następujący: „Zdrobnienie od prawa". —
Pomijam fakt, że słowo to pojawia się w dwóch zna-
nych tekstach, przerabianych z reguły w szkole śred-
niej, a mianowicie: w Pamiętnikach Paska (mowa
o dragonie, co zabił przez nieświadomość wydrę króla
Jana, że w drodze łaski nie kazano go rozstrzelać, tylko
skazano „na praszczęta przez Gałeckiego regiment ')
oraz w Zemście Fredry (Papkin mówi do Wacława:
„Waszmość obu nas naraża, Oba idziem na praszczę-
ta“ — Akt II, w. 146—147). Autorka mogła łatwo tego
nie zapamiętać, więc nie w tym leży jej wina. Ale
jeśli się ma do czynienia ze słowem nieznanym, lepiej
zajrzeć do Lindego czy do Słownika Warszawskiego
(oba te dzieła są świeżo przedrukowane i łatwo do-
stępne), niż puszczać się na zawodne domysły. Pra-
szczęta to są rózgi (por. prask — „uderzenie", stąd
prasnąć); puścić kogo na praszczęta to znaczyło pod-
dać chłoście wymierzanej przez oddział cały ustawiony
w dwa szeregi, między którymi przechodził skazaniec.
Dało to powód i do przenośnego użycia słowa w zna-
czeniu: „dokuczliwości, szykany, zmartwienia". W po-
danym przez autorkę tekście Estreichera słowo to użyte
oczywiście w tym ostatnim znaczeniu.
Konrad Górski

382
loading ...