Instytut Historii Sztuki <Posen>   [Hrsg.]
Artium Quaestiones — 20.2009

Seite: 252
DOI Heft: DOI Artikel: DOI Seite: Zitierlink: i
http://digi.ub.uni-heidelberg.de/diglit/artium_quaestiones2009/0256
Lizenz: Creative Commons - Namensnennung - Weitergabe unter gleichen Bedingungen Nutzung / Bestellung
0.5
1 cm
facsimile
252

WOJCIECH SUCHOCKI

i chrząstek, a unosząc - nie narazić. A inaczej - odebranie sensu pięknu
i ocaleniu zabiera ze sobą duszę i sumienie. Odsłaniane przez Poetę
związki, konstelacja zdania, które próbujemy pojąć, ukazuje obszar skut-
ków łatwowiernego przyzwolenia. Wiara, piękno, ocalenie, dawanie świa-
dectwa, wyzwalanie istoty, smak, dusza, sumienie - prowadzi nas Poeta
na terytorium, którego oddalenie i oddalanie się mierzy rosnąca rzadkość
potrzeby tych słów. Niegdyś oprowadzała po nim - sztuka.
Poeta zna tego przewodnika; a skoro jego droga biegnie szlakiem tych
słów, układa się zaiste w „Elegię na odejście". Tak, jak gdyby na to,
o czym mówi, rzucał spojrzenie za siebie, na miejsca opuszczane. Na
miejsce samo, które znika wraz z potrzebą rzeczy wiernych; jego znacze-
nie popada w ruinę. Skinieniem pamięci o jeszcze nie całkiem przeszłej
wspólnocie namysłu nad tym, czym jest miejsce, o jego poczuciu i potrze-
bie, są słowa o mieście istore dyło / o mieście A idre dęcAie / ńtdrepu nie
mu, i o wadze ocalenia tego, co jeszcze pozostało. Wszak pozostano nam
iyi/m miejsce przymięzanie eio mie/sca / yeszcze dzierżymy miny święiyń
widma ogwoddw i domów / yeśii stracimy miny nie pozostanie nic. Lecz
miejmy baczenie i na to, że woń widnienia Jest na/pi^ńnie/sza / a ńsztait
min zniecznia. Czy zdolni jesteśmy podjąć namysł nad tym, Jań wy/wo-
wadzid / z min indzi / Jais wyprowadzić / z wierszy cńdr, widząc, jak
środńiem miasta z pośpiecńem ndopicń poprze&dw / po rzece piynie darńa
naładowana pmzem?
Lecz po co właściwie mamy brnąć za słowem Poety, z trudem i nie-
pewnie rozeznając drogę, miast sięgnąć po słowo, które mówi wprost? To
znaczy-jak? Z jakiego doświadczenia słowa, z jakiego sposobu jego uży-
wania i pojmowania bierze się takie oczekiwanie? Poeta być może nie robi
nic innego, należy jednak do tych, których słowo zadziwia, do stopnia
niepodobieństwa, a przeto podchodzą do niego ze czcią. Czują, jak wiele
może ofiarować. Nie jest zamknięciem, lecz zaczynem. W jego zgłębianiu
dotykają też dziejów. Wybiegają ku wiecznie skrytemu za horyzontem
słowu pierwszemu. Czy padło, by nazwać? A może - by zapytać. To, co
i jak Poeta mówi, wynika nade wszystko z miłości do słowa, z napiętej
troski, by za nic nie uronić choćby drobiny niesłychanego zaufania, jakim
słowo go obdarzyło; jest cały nasłuchiwaniem. Lecz słowo jest tylko sło-
wem, a jego gotowość oddania - tylko jego zdolnością. Doświadcza tyle
rozkoszy bycia zaufanym, co melancholii ograniczenia, wątpienia, czy
sprosta - to poczucie nie bycia dość prawdziwym daje dopust ironii w jego
mowie; ta zaś dla niektórych stanowi jedyny tytuł uznania. Ironia, misty-
ka nepafynma epońi Bopa, jak powiada teoretyk powieści, która jest
nappyźszp noZ/Łościp, moż/uuę u' śuńecie &ez Popa. Nade wszystko wszak-
że - Poeta zbliża nas, na ile potrafi, do tajemnicy, mówiąc zdania takie
loading ...