Instytut Historii Sztuki <Posen> [Hrsg.]
Artium Quaestiones — 7.1995

Seite: 220
DOI Heft: DOI Artikel: DOI Seite: Zitierlink: 
https://digi.ub.uni-heidelberg.de/diglit/artium_quaestiones1995/0222
Lizenz: Freier Zugang - alle Rechte vorbehalten Nutzung / Bestellung
0.5
1 cm
facsimile
220

RENÉ HUYGHE

da z imieniem Wschodu, które zwykło się przydawać perle! Jest w niej
duchowa wzniosłość Azji, przeciwstawiona heroicznej aktywności świata
zachodniego. Zresztą czyż można jeszcze mówić o perle po Claudelu, tak
obznajomionym z całą „Wiedzą Wschodu”? „Promieniuje ze wszystkich
stron! Nie jest promieniem, nie jest płomieniem, jest dotykiem: świeża,
ożywcza pieszczota dla oka, naskórka i duszy”.
Czy ta perła, która niczego nie ujawnia, wciąga nas chociaż w swe wa-
biące i mleczne głębiny? Nie więcej, nie bardziej, niż wypukłe, przy-
mknięte powieki Buddy dają nam pojęcie o kryjących się pod nimi
źrenicach. Między jednym a drugim rzucanym przed siebie błyskiem,
drogocenny kamień pozwala memu spojrzeniu przeniknąć w gęstą prze-
zroczystość światła i barwy; spojrzenie może się w nią wedrzeć jak ptak
spragniony lotu w przejrzyste niebo. Perła jest oporna. Pozbawiona ja-
kiegkolwiek kantu, który umiejscawiałby się pod moim obracającym ją
palcem, krążąca wokół siebie i wszędzie identyczna perła przedstawia
pierzchliwą doskonałość kuli, powierzchnię ciągłą i bez punktów odnie-
sienia, nieustannie ponawianą i wciąż podobną, bez wyjścia na zewnątrz,
bez dostępu do wewnątrz. A mimo to perła, podobnie jak emanuje niedo-
strzegalnie, tak i przyjmuje nas w siebie nie otwierając się: pozwala oku
śnić, szybować w mirażach nieokreślonych tonów zlewających się z sobą
na podobieństwo odblasków świetlnych, w głębi pozbawionej ram prze-
strzennych, gdzie jednak nieskończoność odcieni rozpościera swe bez-
kształtne mgły. To jest właśnie ujawniana przez perłę nieskończoność,
poza czasem i przestrzenią, nieokreśloność, która zniechęca nasz nałóg
definiowania i do której jedynie marzenie daje dostęp. U jej progu, jeśli
chce się go przeskoczyć, trzeba złożyć żądną wyjaśniania logikę.
Tak oddalona w swej tajemniczości, byłażby perła nieludzka i mar-
twa? Nie, jest najbardziej ludzka i żywa, najbardziej odległa wprawdzie
i najtrudniej dostępna, ale zarazem najbliższa nam, bardziej pobratym-
cza spośród drogich kamieni - gdyż jest śmiertelna. Bo też perła nie jest
właściwie kamieniem. Diament olśniewa nas dzięki temu, że naśladuje
nasze poczynania, ale jego życie jest tylko sztucznym wytworem; jego
struktura wiąże go z minerałami; z nieożywionego świata skał pochodzi
„to maleńkie słońce, które - powiada jeszcze Claudel - zawdzięcza
swe promienie geometrii. Perła natomiast w głębinach mórz rodzi się sa-
ma z żyjącego ciała: czysta i krągła, wyłania się nieśmiertelna z tego efe-
merycznego bytu, który wydaje ją na świat. Jest obrazem owego niedo-
statku, który wywołuje w nas pragnienie doskonałości, jaka dojrzewa
powoli w tej bezcennej kuleczce”.
Hermetycznie zamknięta w swej tajemnicy i doskonałości, jest nam
jednak perła wciąż obca. Uformowana z żywej istoty i przez nią oczysz-
czona, cierpliwie ukształtowana z nakładających się warstw jak drzewo
loading ...