Instytut Historii Sztuki <Posen> [Editor]
Artium Quaestiones — 7.1995

Page: 222
DOI issue: DOI article: DOI Page: Citation link: 
https://digi.ub.uni-heidelberg.de/diglit/artium_quaestiones1995/0224
License: Free access  - all rights reserved Use / Order
0.5
1 cm
facsimile
222

RENÉ HUYGHE

i odżegnująca się od niej, nie oprze się próbie czasu i życia, które wszę-
dzie obecne, odrzuca nieubłaganie wszelkie postawy jednostronne.
Ośmielamy się stwierdzić: istnieje rodzaj magii i poezji tak w rzeczy-
wistości samej, jak i w jej odtwarzaniu. Na tym polega w pewnej mierze
urok Vermeera i prymitywów flamandzkich. Usiłuje się dziś udowadniać,
że sztuka ich jest zachwycająca z zupełnie innych powodów. Owszem, za-
pewne i z innych; ale z pewnością między innymi z tej przyczyny. Jest coś
fascynującego w oglądaniu świata wiernie wpisanego w obraz, który zgę-
szcza go i pomniejsza, coś ożywiającego poczucie potęgi tkwiącej w czło-
wieku. Móc odtwarzać świat, rywalizować ze wszechświatem, wytwarza-
jąc własnym przemysłem jego kopię, spuszczać nań zatrzask tej mister-
nej pułapki, w której tkwi zamknięty, unieruchomiony, zastygły w swym
podobieństwie, nasza odtąd zdobycz, nasza własność, niezdolny już od tej
chwili uciec wraz z czasem, wymknąć się, przeciec przez zawiedzione pał-
ce! Wypieściliśmy jako dzieci to marzenie i z niego po części bierze swą
wartość zabawka. Jednym ze źródeł przyjemności - twórcy prymitywów
flamandzkich wiedzieli o tym - jest pomniejszenie. Odtworzenie w skali
naturalnej to jałowe kopiowanie rzeczywistości; jest przerażające, czuć je
śmiercią. Pomniejszenie zachwyca: doświadczyliśmy tego, marząc o Guli-
werze w krainie Liliputów, dla którego cała natura, wszystkie stworzenia
i przedmioty stawały się zabawkami. Ten sen naszego dzieciństwa jest
w nas niezmiennie żywy.
Może zresztą jest ów sen nie tylko dziecięcym marzeniem, ale symbo-
lem tego, czym kierował się cały świat zachodni, ten Zachód, który oparł
swą cywilizację właśnie na pragnieniu oddziaływania na świat, na na-
miętności posiadania go, podporządkowania go sobie, rozpostarcia nad
nim swoich żądzy i mocy? Ten podbój świata, nieustępliwie dokonywany
w ciągu wieków przez Zachód w osobach zarówno odkrywców, jak uczo-
nych i filozofów (to Zachód bowiem na własny użytek głosił ustami Baco-
na: „wiedzieć znaczy móc”), mniej wyraźnie zaznacza się w sztuce; ale też
to, co traci tutaj na skuteczności, rekompensuje sobie w rozkoszach ludy-
cznych. Stać się rzeczywistym władcą świata dzięki myśli i działaniu -
oto racja bytu człowieka Zachodu; stać się władcą zewnętrznych wyglą-
dów świata dzięki sztuce - oto jego rozrywka. Na tej drodze Vermeer oka-
zuje się jednym ze szczytowych osiągnięć sztuki europejskiej w ciągu jej
długich poszukiwań. Zapewne inne aspekty jego geniuszu są nam bliższe,
nie można jednak, jeśli nie chce się popaść w stronniczość, pomijać owego
tak doskonałego ujęcia widzialnej sfery rzeczywistości, które było niewąt-
pliwie jednym z niestrudzenie realizowanych celów jego wysiłku. Ver-
meer okazuje się wówczas kulminacją koncepcji sztuki, do której stoso-
wali się od XV w. prymitywi Północy, zwłaszcza Van Eyck. Z nimi
właśnie Vermeer się łączy, zrywając z powiązaniami włoskimi; ich dąże-
nia urzeczywistnia.
loading ...