Instytut Historii Sztuki <Posen> [Editor]
Artium Quaestiones — 7.1995

Page: 230
DOI issue: DOI article: DOI Page: Citation link: 
https://digi.ub.uni-heidelberg.de/diglit/artium_quaestiones1995/0232
License: Free access  - all rights reserved Use / Order
0.5
1 cm
facsimile
230

RENÉ HUYGHE

się, przeciwnie, kocha, jak i jego wielcy poprzednicy z XV wieku, niewzru-
szoną prawdę luster. Poezja jego nie wszczyna z rzeczywistością tytanicz-
nych zmagań Jakuba z Aniołem; jak u Van Eycka, wyznacza jej tylko sie-
dzibę, pod pokrywą najściślejszej prawdziwości, w przedłużeniu, w nie-
widocznej stronie pozytywnego aspektu rzeczy, właśnie w tym tajemni-
czym universum, które zaczyna się za pozorną oczywistością zwierciadeł,
tam, dokąd człowiek zawsze pragnął wtargnąć.
II. MALARSTWO
Ale zwierciadło Vermeera nie jest już tym samym, co zwierciadło Van
Eycka! Można by rzec, że zmieniło się srebro lustra, że światło inaczej
w nim się odbija, i że spojrzenie nie doznaje w nim tego samego przyję-
cia. Od podobieństw przejdźmy więc do różnic. Możliwe, że problem ver-
meerowski da się w ten sposób objaśnić z większą precyzją. Przed malo-
widłem Van Eycka spojrzenie rozbudza się, wyostrza jak za podnietą
szkła powiększającego lub mikroskopu; pojedynczy szczegół wprowadza
uwagę w stan wzrastającego napięcia, które wydaje się niewyczerpane,
które, przeciwnie, pomnaża się bez wytchnienia - i w tym stanie ją pozo-
stawia, odurzoną, olśnioną i nienasyconą.
Przed obrazem Vermeera nie tylko ulega pobudzeniu — jakby to moż-
na nazwać — intelektualna dociekliwość spojrzenia, ile raczej poruszona
zostaje jego zmysłowa wrażliwość: skryta przyjemność przetapia zain-
teresowanie w delektację, która uśmierza je już od chwili jego rozbudze-
nia; chciwa ciekawość przeistacza się w smakowanie, w słodycz, słodycz
„mleka i miodu”, którą przywoływał Chateaubriand; oko daje się wkrótce
ukołysać pewnego rodzaju muzycznym spokojem. Wyostrzona uwaga,
której domagał się Van Eyck, tutaj rozprasza się w rozmarzeniu.
W rozumieniu obydwu malarzy sztuka polega na ścisłości odtworze-
nia, na wymagającej precyzji oka nie cierpiącego jakiejkolwiek nieścisło-
ści zarówno w postrzeganiu, jak i wykonaniu. Jednakże jeden stara się
dojść do tej cechy poprzez dokładność, drugi - przez trafność.
Człowiek rozwinął się w ciągu dwóch wieków: coraz bardziej staje się
świadomy samego siebie i swoich możliwości; jeśli niegdyś uważał, że
nigdy nie można się obwarować zbyt wielką ilością zewnętrznych gwa-
rancji, opierać się na dostatecznie drobiazgowym i sumiennym inwenta-
rzu obiektywnej rzeczywistości, to obecnie wie, że najważniejsze jest zda-
nie sobie sprawy z jakości własnych metod; wie, że w malarstwie plama
może być niedokładna w swej wartości opisowej, byleby była wybornie
trafna w swej wartości optycznej. Trzydzieści lat wcześniej błyskotliwy
tego dowód dał Velazquez. Odkrycie to zamyka erę prymitywów i otwiera
erę malarzy nowożytnych.
loading ...