Instytut Historii Sztuki <Posen> [Editor]
Artium Quaestiones — 8.1997

Page: 62
DOI issue: DOI article: DOI Page: Citation link: 
https://digi.ub.uni-heidelberg.de/diglit/artium_quaestiones1997/0064
License: Free access  - all rights reserved Use / Order
0.5
1 cm
facsimile
62

WOJCIECH SUCHOCKI

Trafności takiego umiejscowienia ogniska historyczności doświadczy
zaś dojmująco, gdy podążając za tą podnietą, niepostrzeżenie lub w na-
głym rozbłysku poczuje się powiernikiem — właśnie nim i wyłącznie nim.
W zawieszającej czas, gorączkowej czynności, od wszczynającego ją
mgnienia, przez wytężone przeszukiwanie pamięci, po próbę rozeznania
położenia, w które popadł - narastać będzie, wzmagana każdym nowym
spostrzeżeniem, pewność uchylania zamkniętej dotąd tajni dzieła, aż po —
powiedzmy i to - poczucie obecności twórcy, jego przychylnego spojrzenia.
Uchwycone podobieństwo, nawiązanie, cytat, wskazanie na inne dzieło
utwierdza tę pewność - jak milczący świadek, który może przemówić tyl-
ko przez niego - odkrywcę związku. Tak to musiało być! Przekonanie to
odnosi się do przesłania, do sensu, który dzieła współtworzą, nawzajem
dobywając go z siebie, w rozmowie, którą dosłyszał i przychodzi mu ją
wysłowić. Do rozmaitych zdarzeń, okoliczności tak czy inaczej związa-
nych z powstaniem dzieł odnosi się zaś o tyle, o ile ich koleje stają się czy-
telne w perspektywie otwieranej przez dzieła.
Im jednak wyraźniejsze rysy otwieranego świata, im bardziej oczywi-
sta pewność odkrycia, tym uporczywiej wkrada się zwątpienie - jak to
możliwe, że przygodziło się to właśnie mi? Wnet je podsyca poczucie nie-
możności podzielenia się doświadczeniem, sprostania zadaniu powołują-
cemu sytuację, roli „trzeciego” w rozmowie dzieł, który ma wysłowić jej
treść. W trudnej drodze na stronę słowa gubi porażającą co dopiero oczy-
wistość, grzęznąc na dodatek w kliszach dyskursu dyscyplinarnego. Wy-
twarza jeden z wielu przyczynków, w którym nie rozpoznaje też siebie,
zachowując być może wspomnienie wzruszenia, które zrodziło ów oddala-
jący się tekst, a ze wspomnieniem tym - gotowość na podjęcie raz jeszcze
wyzwania.
A może właśnie czas byłby pozostawić za sobą wyzwania, przebłyski,
mozoły, cały patetyczny opar, który spowił i udziwnił proste zabiegi hi-
storii sztuki. Podobieństwo dzieł - choćby go nie uznała za efekt trywial-
nego procederu warsztatowego, niewart szczególnej uwagi - jest przecież
dla niej właśnie z góry jakieś, świadectwem czegoś, na jeden z utartych
sposobów wypełnia się historią. Domniemane wyzwanie nieznanego nie
majak zaistnieć, nieuchwytne dla sieci prawdopodobieństw czy prawidło-
wości, w którą historia sztuki taki związek łowi. Pozostające w pamięci
doznanie związane jest, jak stwierdzenie podobieństwa ludzi, z poczu-
ciem niezwykłości, nieprawdopodobieństwa, „niepodobieństwa”. To nie-
podobieństwo podobieństwa jest z góry uchylone, a obłaskawione podo-
bieństwo pochwycone w ową sieć, w której mierzy się je wzorcami,
wypracowanymi zbiorowym doświadczeniem historiografii artystycznej.
Przywołując przeciwstawienie Ottona Pachta można byłoby rzec: podo-
bieństwo traci niezwykłość po stwierdzeniu pokrewieństwa.
loading ...