Instytut Historii Sztuki <Posen> [Editor]
Artium Quaestiones — 8.1997

Page: 81
DOI issue: DOI article: DOI Page: Citation link: 
https://digi.ub.uni-heidelberg.de/diglit/artium_quaestiones1997/0083
License: Free access  - all rights reserved Use / Order
0.5
1 cm
facsimile
TROP ZBIEGŁYCH bogów

81

zu spostrzegamy bowiem moment konkurowania o sztandar: artysta
i sztandar jako kształty skłaniają się ku sobie, odpowiadają sobie jako
lustrzane kształty przecięte linią, wreszcie drzewce sztandaru dąży do
Połączenia z karabinem albo też postrzegane jest jako oderwane odeń,
a raczej - odcięte szablą, tu właśnie podejmującą znany już gest, a po-
chwyconą przez powiewającą przepaskę Wolności.
Jest więc artysta szczególnym uczestnikiem działania. Wybrany przez
Wolność, sam na nic nie patrząc, ogarnia jakby całość uwarunkowań,
Przybiera postawę, będącą unaocznieniem pytania: co ja tu robię? - które
za niepozorną, spowszedniałą formą kryje, jak to nie raz bywa, podstawo-
wy, egzystencjalny niepokój. Jest jedynym refleksyjnym uczestnikiem po-
chodu, który - odwrócony od katedry i cite, które za chwilę przysłoni dym
i kurzawa - podąża tam, gdzie idzie się przez śmierć, której nagość od-
krywa człowiek ukazany przy lewym brzegu obrazu - jako nie-ludzką,
a więc już-nie-śmierć.
Na jej progu, przed artystą, napotykamy znów tę postać, która, wraz
z Wolnością, skierowała nas ku obrazowi Tycjana. Jej pierwowzór w tam-
tym obrazie jest częścią trójosobowej grupy, która ze zniewalającą trafno-
ścią odpowiada na wyzwanie ukazania w zwykłości postrzegalnych, zmy-
słowych ludzkich uczuć, póz, gestów, tego co nadzmysłowe, a tu - sensu
zbawiennej ofiary Boga-człowieka. Udział, współcierpienie Marii ukaza-
ne jest nade wszystko jako zgoda, przyzwolenie na to, by stało się to, co
się stało, jako ból dojrzały, znoszony z prostotą obejmującą i to, że nie jest
°n sprawą osobistą, przyzwolenie na oglądanie i jego i cierpienia, które
jest jego sprawcą. Cierpienia - lecz już przezwyciężonej śmierci: Chrystus
spoczywa na kolanach Matki, lecz jego głowa, przez nią podtrzymywana,
zwraca się jakby własnowolnie ku klęczącemu, uzyskując tę niezwykłą
Jakość przemawiania w każdym czasie właśnie tym mgnieniowym prze-
błyskiem skinienia, wyszeptania „nic to”, ożycia, które ożywia, zwrócenia
się ku śmiertelnemu z wieścią, która przynosi mu nieśmiertelność, prze-
wodzi go przez granicę. Jego udział uwidacznia to mgnienie — przez na-
pięte wyczekiwanie, zbliżenie głowy i to, że wskutek pogrążenia twarzy
w cieniu cały jest patrzeniem, uzyskuje ziszczenie obietnicy błogosła-
wieństwa dla tych o czystym sercu.
Także w obrazie Delacroix klęczący zarysowany padającym na głowę
1 plecy światłem, z twarzą pogrążoną w cieniu i niewidocznym spojrze-
niem, działa swoim dramatycznym ruchem. Nie dane mu jest zajrzeć
2 bliska w jaśniejące, życiodajne oblicze. Jeśli i on znajduje się na przej-
ściu, to w udosłownionym sensie; zniewolony i zaślepiony przez Wolność,
która na niego nie patrzy, choć ma go u stóp, lecz „zaliczywszy” mija, roz-
glądając się za kolejnymi wyznawcami. Zamiast wskrzeszenia mamy za-
ślepienie wiodące na zatratę, rozdzielenie życia i śmierci, daremność ofia-
loading ...