Instytut Historii Sztuki <Posen> [Editor]
Artium Quaestiones — 8.1997

Page: 85
DOI issue: DOI article: DOI Page: Citation link: 
https://digi.ub.uni-heidelberg.de/diglit/artium_quaestiones1997/0087
License: Free access  - all rights reserved Use / Order
0.5
1 cm
facsimile
TROP zbiegłych bogów

85

ta w ogóle, którego podstawową strukturę realizuje w sobie jako poszcze-
gólny przypadek. Jednak sam świat jest przeto określony jako skończona
jedność, jako „całość świata”, która jest zorganizowana na tych samych
Warunkach, co doznawany jako z istoty skończony jego wycinek. Gdyby
przestrzeń była nieskończona, poszczególne przedmioty nie mogłyby ja-
wić się w niej jako „bohaterowie obrazu”, przedstawiać panujących ośrod-
ków przestrzeni, członować jej. W swoim stosunku do nieskończoności
Wszelkie miejsca przestrzeni są wobec siebie równowartościowe, ba, wy-
mienne, ponieważ nie są w stanie określać tej, która nie ma ani granic,
ani centrum. Nieskończoność w każdym miejscu z tą samą absolutnością
umyka przyporządkowaniom6.
Różnica stanowiska, jakie dzieła Ingresa i Delacroix zajmują wobec
tej istotnej inności pola, podziałów i hierarchii przez nie narzucanych,
Wobec koloru i otwieranego przezeń spektrum różnic i więzi, polega na
tworzeniu dzieła jako utrzymywaniu napięcia tam, gdzie niegdyś pano-
wała przejrzystość. Związana z następstwem w czasie, jawi się jako zmia-
Ua. U Ingresa wizerunek Boga ustępuje pozostawiając po sobie to, co
Rrótje określa jako unaocznienie nieskończoności; naprowadzając na ową
istotną różnicę. U Delacroix świat zatrzaskuje się przed Bogiem jak zasu-
wana kurtyna; oś obrazu pozostaje nie-widocznym śladem po jego wypar-
ciu. Sens zachowań zmienia się; co innego wpada w ręce, gesty trafiają w
Próżnię. Pozostaje trop czegoś istotnie innego.
Nie patrz na mnie - mówi Maria z obrazu Ingresa. Przedstawienie ma się
ku końcowi. Kurtyna opada. Epoka przystawalności obrazu i świata dobiega
Przesilenia. Czas oglądania Boga odchodzi w przeszłość i wspomnienie.
To, co wspólne dla obu notatek związków wydobytych z obrazowego
dziennika i wstępnie tu rozważonych - to wskazanie na chwilę przesila-
ła się malowania wobec zadania spajającego dotąd sztukę Zachodu:
ukazywania nadprzyrodzonego. Wspólnota czasu, osiągnięcia przez czas
»świato-obrazu” chwili, w której nie ma w nim miejsca dla Boga. Przed-
stawianie jako narzędzie rozporządzania tyle go eliminuje, co przez eli-
minację tę upewnia się w sobie. Nie włada jednak dziełem. Usiłując się
samo zdefiniować natrafia ono na trop czegoś, czego nie może przeciąg-
ać na stronę przedstawienia, co tym uporczywiej się ujawnia, im bar-
dziej dzieło usiłuje wyczerpać świat, sięgnąć jego granicy. Staje się malo-
waniem samego malowania, w miejscu domknięcia definicji dotyka
czegoś, co zdradza tylko tyle, że jest z istoty różne. Przywołajmy na ko-
mec określenie tego czasu i miejsca w nim artysty.

M. Brótje, Die Gestaltung der Landschaft im Werk C. D. Friedrichs und in der hol-
andischen Malerei des 17. Jahrhunderts. „ Jahrbuch der Hamburger Kunstsarnmlungen”
19 (1974), s. 51-54.
loading ...