Instytut Historii Sztuki <Posen> [Editor]
Artium Quaestiones — 16.2005

Page: 235
DOI issue: DOI article: DOI Page: Citation link: 
https://digi.ub.uni-heidelberg.de/diglit/artium_quaestiones2005/0237
License: Free access  - all rights reserved Use / Order
0.5
1 cm
facsimile
OPTYCZNA PODŚWIADOMOŚĆ

235

czoną ekspansją, jak i monotonią tego samego, pełnię, spłaszczającą mo-
rze w nicość, w pozbawione przestrzeni miejsce zatraty zmysłu. To, co
optyczne i jego granice. Obserwować Johna obserwującego morze.
A potem przychodzi ów moment, gdy Ruskin ma cztery lata i pozuje do
portretu. „Ponieważ zawsze dostawałem za karę lanie, gd}^ tylko spra-
wiałem jakiś kłopot, miałem wyrobiony zwyczaj zachowywania spokoju,
zwyczaj, który niezwykle odpowiadał staremu malarzowi; siedziałem
bowiem nieruchomy, całkiem zadowolony, licząc dziury w dywanie lub
patrząc na starego, jak wyciska farbę z tubki - jakże piękna operacja dla
mojego sposobu patrzenia; - nie pamiętam wszakże, bym wykazywał
jakiekolwiek zainteresowanie nakładaniem pigmentów na płótno przez
pana Northcote’a”. Spotykamy też, rzecz jasna, obowiązkowy komentarz
na temat oderwania owej czynności nieruchomego patrzenia od sfery
celowości; zostaje on jednak uzupełniony przez końcowe, perfekcyjne
dotknięcie, gdzie rzecz cała zatacza pełne koło i nieruchomy, cichy, bez-
cielesny podmiot patrzenia staje się równie odcieleśnionym przedmio-
tem, to znaczy sam staje się obrazem: „Mój spokój tak odpowiadał sta-
remu, że poprosił moich rodziców, by pozwolili mi pozować do twarzy
dziecka, które malował właśnie na obrazie o tematyce klasycznej; sto-
sownie do tematu, zostałem przedstawiony jako chłopiec leżący na lam-
parciej skórze, z którego stopy dzikus wyciąga cierń”.
A zatem, mamy tutaj tego małego chłopca, żadnych zabawek, bity, jeśli
płacze lub „sprawia kłopoty”, żadnych słodyczy, nawet lekki biały chleb
został zabroniony (chociaż ojciec, trudniący się handlem sherry, jest cał-
kiem wymagający w sprawach stołu), ograniczony każdy ruch, by nie
zdarzyło mu się skaleczyć, dni niezmordowanego czytania w kółko i za-
pamiętywania wersów przygotowanych dla niego przez matkę. I tylko
jedno wyzwolenie: rodzinna przyjemność, wspaniały luksus podróży.
Mama i Papa w pięknie wyposażonym powozie, z małym Johnem na tyl-
nym siedzeniu, i Salvador, woźnica. Paryż, Bruksela, Schwarzwald, za-
toka Uri, Przełęcz św. Bernarda, jezioro Como, Mediolan. Oczywiście to
Salvador jest osobą, która rezerwuje pokoje, zamawia posiłki i targuje
się co do ceny. Ponieważ poza powierzchowną znajomością francuskiego,
Ruskinowie są skazani wyłącznie na angielski.
Podróżowanie jest nie tylko wyzwoleniem, ale także czerpaniem rozkoszy
z urzeczonego patrzenia, tego samego, które stanowi medium powsze-
dniego życia Johna Ruskina. I Ruskin chlubi się tym, określając swój
styl przemierzania obcych krajów jako rodzaj „kontemplacyjnego wyab-
strahowania ze świata”. Naturalnie, on nie może inaczej, jak tylko wy-
loading ...