Instytut Historii Sztuki <Posen> [Editor]
Artium Quaestiones — 24.2013

Page: 99
DOI issue: DOI article: DOI Page: Citation link: 
https://digi.ub.uni-heidelberg.de/diglit/artium_quaestiones2013/0101
License: Free access  - all rights reserved Use / Order
0.5
1 cm
facsimile
Mariusz Bryl

DECYDUJĄCA DEKADA (1881-1890):
OKRES MONACHIJSKI JANA BOŁOZA ANTONIEWICZA*

Rozpocznijmy od pewnego wspomnienia:
Jeśli ktoś przed 45 laty decydował się na przeprowadzkę do Monachium, od razu da-
wał się słyszeć wyrzut, wypowiadany ze współczuciem i obawą: „Co?! w ten niezdrowy
klimat?” lub „Do tego miasta tyfusu?” (...) Monachium wykazywało wówczas wysoką
liczbę zachorowań na tyfus; wielkie dzieło zaopatrzenia miasta w czystą wodę zdatną
do picia nie było wówczas jeszcze ukończone. Częste choroby wynikające z przezię-
bienia wśród gości z zewnątrz oraz znaczna umieralność małych dzieci wzmacniały
pozór, jakoby najwyżej położone miasto Niemiec ze swoim górzystym i lesistym oto-
czeniem rzeczywiście było „niezdrowe”. Ci liczni, którzy w obliczu reszty zalet Mona-
chium oparli się ostrzeżeniom lękliwych przyjaciół, wybierali, by nie wyjść na całko-
wicie lekkomyślnych, mieszkania według „planu zdrowotnego Pettenkofera”, tj. planu
miasta, w którym wszystkie „zdrowe” ulice zaznaczone były na zielono, natomiast te
zagrożone tyfusem lub z innymi problemami higienicznymi — na czerwono. Ponieważ
dzielnica wokół Propyl ejów zalśniła nam w oczach na zielono, wybrałyśmy z mamą
nasze pierwsze mieszkanie w Monachium w dawnym palais na jednej z ulic przy
Karolinenplatz. (...) Przybywałyśmy z Frankfurtu nad Menem (...). Lampki gazowe,
które zabrałyśmy ze sobą, musiałyśmy zamienić na wiszące lampy naftowe, piece
i kominki miały starą konstrukcję (...). Rzeczy, które wydawały nam się czymś po-
wszednim, tutaj funkcjonowały jako „wielkopańskie” (...) [jednak] okazało się, że
rzemieślnik monachijski, nawet jeśli nie słyszał jeszcze nigdy o żadnych modnych
wygodach, to całkiem poprawnie oceniał wiek i styl danego przedmiotu, śliczny obra-
zek malowany lub rysunek natychmiast wychwalał z aprobatą: „Dös is künstli”. - Po
niewielu tygodniach (...) zrozumiałyśmy, że zamieszkuje tu gatunek ludzi, u których
silnie rozwinęło się „widzenie” (...). Styl życia był prostszy od tego, który znałyśmy
dotąd: ludzie zamożni mieszkali w staromodnych domach z umeblowaniem, które
gdzieś indziej zapewne traktowano by jako „nieodpowiednie do stanu społecznego”,
jedli prosto, nie dążyli do żadnego luksusu. Zupełnie brakowało przeciwieństwa [tego
* Niniejszy tekst powstał w dużej mierze na podstawie kwerendy w Monachium, która
była możliwa dzięki wsparciu Alexander von Humboldt-Stiftung, za co autor składa funda-
cji serdeczne podziękowania. Słowa wdzięczności i podziękowania za udzieloną mi gościnę
kieruję także do pana profesora Ulricha Pfisterera z Instytutu Historii Sztuki Uniwersyte-
tu Ludwiga Maximiliana.
loading ...