Instytut Historii Sztuki <Posen> [Editor]
Artium Quaestiones — 24.2013

Page: 109
DOI issue: DOI article: DOI Page: Citation link: 
https://digi.ub.uni-heidelberg.de/diglit/artium_quaestiones2013/0111
License: Free access  - all rights reserved Use / Order
0.5
1 cm
facsimile
DECYDUJĄCA DEKADA (1881-1890): OKRES MONACHIJSKI JANA BOŁOZA ANTONIEWICZA

109

Maximiliana aż po ostatnie lata swego pobytu w Monachium, gdy uczest-
niczył w życiu towarzyskim tamtejszej elity intelektualno-artystycznej,
którą gromadził „salon” Bernaysów13. Osobowość profesora musiała odci-
snąć niezatarte piętno także na Bołozie; gdy czyta się wspomnienia słu-
chaczy jego lwowskich wykładów, nieodparcie nasuwa się wrażenie déjà
vu. Z wielu takich świadectw, przytoczmy jedno, wyróżniające się swoją
piękną literacką formą wspomnienie Jana Parandowskiego:
Bołoz Antoniewicz nie był podobny do żadnego z moich profesorów, którzy zasiadali
na katedrze ze starannie ułożonymi kartkami czy zeszytami i nie pozwalali sobie na
swobodny bieg myśli. (...) Był w tym dniu gwałtowny, zapalczywy, widziało się, że
z kimś walczy, z jakimś historykiem sztuki o przeciwnym poglądzie, jego ormiańska
czaszka płonęła, w pewnej chwili odwrócił krzesło i siadł na nim okrakiem jak na ko-
niu - może atawistyczny ruch odziedziczony po dalekich przodkach, uganiających się
za nieprzyjacielem na burzliwych bachmatach. I jak z luku szył w rywala datami,
numerami obrazów z katalogów i sal muzealnych, od czasu do czasu pryskał nań ja-
kąś zabójczą cytatą. Cóż to była za pamięć! Jaki wigor, jaka fuga! Nosił w swej głowie
nie tylko historię sztuki, ale i filologię, i germanistykę, i romanistykę, i muzykę (...).
Nagle wywoływał spiekłe, płowe pustkowia Apulii, jej miasta białe, pachnące Lewan-
tem (...). Stąpiwszy przypadkiem na kamienie via Appia, wracał nią na północ, brze-
giem Zatoki Neapolitańskiej, zatrzymywał się przy grobowcu wielkiego Hildebranda
w Salerno lub ociągał się w osteriach Amalfi i Sorrento (...) Wielka erudycja i bystra
myśl łączyły ze sobą różne rzeczy, w jego słowach co chwila spotykali się ludzie dotąd
sobie obcy i dalecy. Nie samo tylko złoto ołtarzy i lazur sukni Madonny inkrustował
jego wykład, była tam i krew, która obryzgiwała ściany i posadzki pałaców. Błyskały
sztylety, dzwoniły miecze, grzmiały działa, od których sypały się w gruzy starożytne
budowle. Renesans dyszał swą żywiołową siłą14.
Podobnie jak Bernays kilka dekad wcześniej w Monachium, był Bołoz pod
koniec swojego życia ową „godną zobaczenia osobliwością” uniwersytetu
lwowskiego, a jego wykłady stanowiły na tyle wyjątkowy spektakl, że po-
zostały - a nawet rosły - w pamięci kolejnego pokolenia.

13 Cytowane wyżej wspomnienia pasierba Bernaysa (H. Uhde-Bernays, Im Lichte der
Freiheit...) zawierają szeroką panoramę ówczesnego życia towarzyskiego Monachium, kon-
centrującego się także w salonie jego rodziców, którego jednym ze stałych bywalców był
zaprzyjaźniony z Bernaysem Paul Heyse (nota bene pierwszy pisarz niemiecki, który otrzy-
mał litaracką nagrodę Nobla); wymieńmy kilku innych: Conrad Fiedler, Hermann Levi,
Eduard Wölfflin, Moritz Carrière, Franz von Lenbach (na krótko przed przeprowadzką
Bernaysa do Karlsruhe w 1890 roku namalował jego portret). W trakcie wieczornych do-
mowych wykładów zwykł był Bernays recytować z pamięci utwory literackie w całości,
wcielając się mistrzowsko w poszczególne postacie, zmieniając i modulując odpowiednio
głos (ibidem, s. 34).
14 J. Parandowski, A passionate pilgrim, (w:) idem, Wspomnienia i sylwety, Wrocław
1960, s. 75-79.
loading ...