Instytut Historii Sztuki <Posen> [Editor]
Artium Quaestiones — 7.1995

Page: 248
DOI issue: DOI article: DOI Page: Citation link: 
https://digi.ub.uni-heidelberg.de/diglit/artium_quaestiones1995/0250
License: Free access  - all rights reserved Use / Order
0.5
1 cm
facsimile
248

RENE HUYGHE

Istnieje zresztą głębszy związek między Vermeerem a współczesną
mu muzyką, która odbrzmiewa w jego malarstwie echem nieodpartego
powinowactwa. Nigdy nie będzie za wiele świadectw na to, że ta sama
ewolucja odbywa się w danym momencie we wszystkich dziedzinach
sztuki, myśli i nawet życia. Malarstwo Vermeera dedykowane jest mia-
nowicie muzyce instrumentalnej, muzyce kameralnej, tej muzyce samo-
tności, w której istota ludzka ujawnia muzykę własnej duszy lub poszu-
kuje dla siebie współbrzmienia. To właśnie z wiekiem XVII dokonuje się
okres wspólnoty i rozpoczyna era jednostki, era nowoczesna. W sztuce,
muzyce, malarstwie duch grupowy przestaje narzucać swój dyktat, sy-
stem obrazowania lub inspirację: odtąd duch indywidualny usiłuje
znaleźć swój wyraz i sposób wypowiedzi.
Czyż potwierdzeniem tego faktu nie są instrumenty muzyczne Verme-
era? Na wiekach jego szpinetów i klawesynów znajdują się, dzięki od-
krywczemu zmysłowi szczegółu, niekiedy jakieś pejzaże, niekiedy dewiza.
Nie tak dawno dewiza tego rodzaju była wyrazem wspólnej wiary; wyra-
ża ją jeszcze w takich dziełach współczesnych, jak Lekcja muzyki Metsu,
czy obraz Jana Steena, obydwa malowane pod wpływem Vermeera. Moż-
na tam odczytać np. „Soli Deo gloria”. Instrument wraz ze swoją dewizą
poświęcony jest jeszcze, przynajmniej teoretycznie, religii. Wirginał Ver-
meera nie mówi już nam o Bogu; mówi natomiast, że muzyka będzie od-
tąd towarzyszem naszych radości i smutków, że istnieje po to, aby współ-
brzmieć z naszymi najintymniejszymi sekretami: „Musica Letitiae
Comes, Medicina Dolorum” (Szlachcic i dama przy szpinecie). Muzyka,
ale także malarstwo, także cała sztuka! Jeśli w Vermeerze spełnia się
dawne marzenie prymitywów o uchwyceniu rzeczywistości, jeśli wzboga-
ca się o wszystkie nowe możliwości i zasoby sztuki malarskiej, jeśli Ver-
meer wydaje się dzięki temu zamykać przeszłość ostatecznym wyrafino-
waniem, to jednocześnie, jak dwugłowe bóstwo, ukazuje drugie oblicze
zwrócone już wyłącznie ku przyszłym przeznaczeniom sztuki.
Począwszy od XVI wieku człowiek odkrywa, że jest nie tylko człowie-
kiem pomiędzy innymi ludźmi, wyznawcą pewnej religii, członkiem pew-
nego społeczeństwa, lecz również rzeczywistością unikalną, nie mogącą
się porozumieć z innymi w tej mierze, w jakiej język zdolny jest przekazy-
wać to tylko, co stanowi wspólną własność. Człowiek rozmawia sam ze
sobą za pośrednictwem czegoś, co znajduje się poza słowami, poza jasno
sformułowanymi myślami; jest to głęboko tkwiący korzeń, który z dala od
światła wrasta w pożywny miąższ ludzkiego Ja. Co jest tym korzeniem?
Sposób odczuwania, wzruszania się, działania, cierpienia, sposób istnie-
nia, który nie jest właściwy nikomu innemu, który odczuwa się gwałtow-
nie, nieodparcie, z którego czerpie się świadomość własnej autentyczno-
ści, własnej egzystencji, który kształtuje rdzeń i smak ludzkiego życia
loading ...