Instytut Historii Sztuki <Posen> [Editor]
Artium Quaestiones — 7.1995

Page: 255
DOI issue: DOI article: DOI Page: Citation link: 
https://digi.ub.uni-heidelberg.de/diglit/artium_quaestiones1995/0257
License: Free access  - all rights reserved Use / Order
0.5
1 cm
facsimile
POETYKA VERMEERA

255

dać na płynącą wolno strużkę mleka, malować, muzykować, rozmyślać,
marzyć — zwłaszcza marzyć, dawać duszy odpoczynek, w którym oczysz-
cza się z niepokojów, i w którym rozjaśniona ciszą, wydziela z siebie swą
jedyną obecność, swą emanację i jak gdyby zapach. Żadnej emocji, żadnej
myśli nawet, która pożądałaby czy pobudzała; sama tylko błogość istnie-
nia. Wyzwolenie, spokój, jasność. Dusza lśni w tych gładkich czołach, jak
światło dnia w okrągłej, doskonałej perle.
Czy to już wszystko? Czy nie ma niczego innego w tej poezji, jak w bie-
li ściany nie ma niczego poza jasnością? Cóż jednak znajduje się na tej
ścianie? Mapa, jeszcze jedna mapa, mapy krajów, kontynentów, siedem-
nastu prowincji, Europy, mórz, oceanów; na tym meblu stoi globus przed-
stawiający Ziemię, na tym stole inny, przedstawiający Niebo. Okna są
więc zamknięte na naturę i na ulicę, ale umysł może wybiegać poza nie
tym łatwiej i tym dalej, że jest odosobniony. To już nie wieczna ewokacja,
ale wieczna inwokacja do tego, co niedosiężne.
Ta służąca, która nieruchomieje przed oknem uśmiechając się z lekka, ta
muzykująca dama, która trąca struny lutni, nie spoglądają nigdzie, chyba
tylko w nieskończoność. Tajemny związek łączy nas poprzez przestrzeń
z niewidzialnym partnerem, tym, do którego pisany jest list, tym, któremu
zostanie przekazany list inny, tym, który przesyła nowiny lub myśli, wypeł-
niające młodą, spragnioną głowę. A ku krańcom świata, ku nieskończoności
kosmosu wyrywa się bardziej męska myśl geografa, astronoma, których
Vermeer malował w latach najpóźniejszych. I tak ów świat, zamknięty za-
zdrośnie na najbliższą zewnętrzność, bez wytchnienia dąży ku temu, co nie-
osiągalne. Świat ciasny, samotniczo zasklepiony w sobie, zazdrośnie uładzo-
ny, zamknięty i niezmącony, ale cały promieniujący jasnością widzialną
i jasnością duchową, po brzegi wypełniony niewiadomym.
U progu tych stronic perła wywoływała nazwisko Vermeera; oto zaś
nasze ostatnie określenie Vermeera przywołuje od nowa ją, perłę, jej za-
mkniętą krągłość, świetlistą i zagadkową, jej doskonałą i tajemniczą pro-
stotę. To perła wydaje ów ton jasności i bieli, ton pełnych i gęstych brył,
czół o zaokrąglonym modelunku, ton poezji Vermeera ze wszystkim, co w
niej oczywiste i co w niej nie daje się określić.
Perła jest wszędzie, zwisa ciężkimi kroplami z uszu kobiet, okrąża ich
szyje gęstymi naszyjnikami; wykwita w ich uczesaniach, spływa ze szka-
tułek; wszędzie odnajduje wizualne współbrzmienia i rymy, objawia się
w mlecznej piersi Diany, przejrzyścieje w kryształowej kuli zawieszonej
nad Alegorią Wiary, migocze w tysięcznych iskrach rzucanych przez
gwoździe w szkatułkach i oparciach foteli, odkrywa ostatnie swe echo w
samym dotknięciu malarza, w tych „punktach światła”, którym pozwala
on sączyć się z pędzla.
loading ...