Instytut Historii Sztuki <Posen> [Editor]
Artium Quaestiones — 11.2000

Page: 296
DOI issue: DOI article: DOI Page: Citation link: 
https://digi.ub.uni-heidelberg.de/diglit/artium_quaestiones2000a/0298
License: Free access  - all rights reserved Use / Order
0.5
1 cm
facsimile
296

HANS BELTING

Jeśli wybiera się - jak w niniejszym tekście - podejście antropologicz-
ne, można spotkać się z zarzutem, że antropologia traktuje o ludziach,
a nie o obrazach. Zarzut ten dowodzi niezbędności dokładnie tego, co sam
podaje w wątpliwość. W obszarze swojej aktywności wizualnej ludzie wy-
odrębniają ową jednostkę symboliczną, którą nazywamy „obrazem”.
Fakt, że od pojęcia obrazu nie można oddzielić podwójnego znaczenia (ob-
raz to zarówno obraz wewnętrzny, jak i zewnętrzny) wskazuje na jego
fundament antropologiczny. „Obraz” jest czymś więcej aniżeli tylko tym,
co widziane lub widzialne. To coś więcej aniżeli wytwór percepcji. Poniżej
chciałbym zaproponować rozumienie obrazu jako wyniku symbolizacji te-
go, co pojawia się w spojrzeniu lub przed okiem wewnętrznym. Pojęcie
obrazu, jeśli traktuje się je poważnie, uprawomocnione jest tylko jako po-
jęcie antropologiczne. Żyjemy z obrazami i rozumiemy świat w obrazach.
To życiowe odniesienie do obrazu znajduje swoje przedłużenie w upra-
wianej przez nas w naszym ludzkim świecie fizycznej produkcji obrazów,
która tak się ma do mentalnych obrazów, jak - by użyć prowizorycznego
sformułowania - pytanie ma się do odpowiedzi.
Propozycja dyskursu antropologicznego nie wiąże się z tą jedną kon-
kretną dyscypliną, lecz stawia wymóg otwartego, interdyscyplinarnego
pojmowania obrazu. Odnosi się także do innego, bardziej złożonego mode-
lu czasowości, aniżeli dopuszczają to ewolucjonistyczne modele historii.
Wspominanie i wynajdywanie obrazów są ze sobą splecione tak integral-
nie, że ich wzajemne oddziaływanie tworzy figury cykliczne. Udziałem
ciała staje się nieustanne doświadczenie czasu, przestrzeni i śmierci, uj-
mowane przez nas już z góry w obrazach. W perspektywie antropologicz-
nej człowiek jawi się nie jako „pan i władca” swoich obrazów, ale - a to
coś zupełnie innego - jako „miejsce obrazów”, które okupują jego ciało.
Także ponawiając próby zapanowania nad obrazami, wydany jest na ich
łup. Obrazy, które wytwarza, dowodzą, że jedyną ciągłością, jaką czło-
wiek rozporządza, jest zmienność. Obrazy nie pozostawiają wątpliwości
co do tego, jak bardzo zmienna jest jego istota. Człowiek, nadając nowy
kierunek pytaniom stawianym samemu sobie i światu, porzuca wynale-
zione przez siebie obrazy. Niepewność co do samego siebie wytwarza w
nim skłonność, by zobaczyć, i to w obrazie, siebie jako kogoś innego. Przy
czym, obraz w lustrze nigdy nie zastyga.
Gdy obcujemy z obrazami, „co” obrazu nie może być widziane bez jego
Jak”. „Jak” w konstytutywny sposób określa „co”, które zbyt pochopnie
zwykliśmy zbywać jako „treść” lub „temat” obrazu. Nie wystarczy na
przykład skonstatować, że obraz przedstawia ciało, albowiem to dopiero
w obrazie doświadczamy tego, co w tym wypadku jest ciałem (oraz jako
„co” jest ono widziane). Obraz-odbicie (Abbild) i obraz-symbol (Sinnbild)
znajdują się o wiele bliżej siebie, aniżeli gotowe byłyby to przyznać obie-
loading ...