Instytut Historii Sztuki <Posen> [Editor]
Artium Quaestiones — 11.2000

Page: 327
DOI issue: DOI article: DOI Page: Citation link: 
https://digi.ub.uni-heidelberg.de/diglit/artium_quaestiones2000a/0329
License: Free access  - all rights reserved Use / Order
0.5
1 cm
facsimile
MIEJSCE OBRAZÓW

327

nośnych dyscyplinach, jak antropologia lub etnologia, natkniemy się tam
na debatę o specyfice miejsc, podobną w wielu punktach do debaty o ob-
razach. Antropolodzy dzięki swojej pracy terenowej - „na miejscu” (vor
Ort), jak to się pięknie mówi - przez długi czas nie musieli się zbytnio
troszczyć o pojęcie miejsca. Zastawali je po prostu jako geograficzne miej-
sce kultury lub plemienia, które czekało na to, by zostać przez nich od-
kryte. Miejsce fundowało „zasadę sensu dla tych, którzy tam żyją”
(M. Auge) i posiadało swoją tożsamość dzięki własnej historii, historii
miejsca. Miejsca rozumiano jako zamknięty system, określony przez
homogeniczne znaki, działania i obrazy, do których klucz posiadali tylko
tubylcy. Miejsca stanowiły synonimy samych kultur.
Teorie pamięci wypływają i żywią się odczuciem, że nie istnieje spontaniczna pa-
mięć, że tworzy się archiwa, po to, by utrwalać rocznice, organizować uroczystości,
wygłaszać nekrologi, poświadczać umowy u notariusza, ponieważ nie są to żadne
naturalne operacje. Dlatego podejmowana przez mniejszości obrona pamięci,
chroniącej się w uprzywilejowanych i zazdrośnie strzeżonych przytułkach, ujaw-
nia prawdę wszystkich miejsc pamięci. Bez pełnienia straży przez tych, którzy pa-
miętają, historia szybko zmiata takie miejsca. Jeśli jednak to, czego te wspólnoty
bronią, nie byłoby zagrożone, wówczas nie istniałaby potrzeba tworzenia takich
miejsc. Byłyby zbyteczne, gdyby wspomnienia w nich zamknięte zachowały żywot-
ność. I na odwrót, gdyby historia nie wzięła ich w swe władanie, aby je przekształ-
cić, zmienić, uformować i pozwolić zastygnąć, wówczas nie stałyby się miejscami
dla pamięci. Tym, co je konstruuje, jest właśnie owo tam i z powrotem, momenty
historii, które zostały wydarte z rozwoju dziejów, i które są im w ten sposób zwra-
cane. Już nie całkiem życie i jeszcze nie całkiem śmierć, jak owe małże na plaży,
gdy wycofuje się morze żywej pamięci (Pierre Nora).
Ta plaża zapełniona rzeczami zmieniła się jednak w dzisiejszym świę-
cie. Nie tylko nie ma już istniejących ongiś odległych, zamkniętych
miejsc. Kultury są infiltrowane lub znajdują się w rozkładzie, tak że po-
wracając do nich, nigdy nie odnajdujemy ich w stanie nienaruszonym,
„na swoim miejscu”. Wraz z nimi znikają stare miejsca „tu i teraz”, o któ-
rych pisze Marc Auge w swojej książeczce Miejsca i nie-miejsca. W za-
awansowanej surmodernite (a nie postmodernie) przestrzenie przejściowe
tworzą „miarę naszego czasu”. Podróżujemy bez przerwy w anonimowym
systemie transportu przestrzeni i jeszcze szybciej komunikujemy się w
światowym systemie sieci. W tym nowym świecie miejsca nie znikają jed-
nak bez śladu, ale tworzą wielowarstwowy „palimpsest”. Miejsca zawsze
były także lieux de memoire (P. Nora), dzisiaj jednak odnajdujemy je już
tylko jako lieux dans la memoire.
Szukamy miejsca, gdzie kiedyś żyliśmy (lub gdzie żyli nasi przodko-
wie). W życiu osobistym takie miejsca nie istnieją już w przestrzeni, ale
jedynie w czasie: czasie wspomnień. Na to doświadczenie reagujemy za-
loading ...