Instytut Historii Sztuki <Posen> [Editor]
Artium Quaestiones — 13.2002

Page: 354
DOI issue: DOI article: DOI Page: Citation link: 
https://digi.ub.uni-heidelberg.de/diglit/artium_quaestiones2002/0356
License: Free access  - all rights reserved Use / Order
0.5
1 cm
facsimile
354

ROSALYN DEUTSCHE

bec przestrzeni publicznej, u początków której leży utrata. Z perspektywy
socjologicznej agorafobia jest przede wszystkim przypadłością kobiet. Na
miejskich ulicach i placach, gdzie mężczyźni mają większe prawa, kobie-
ty posługują się różnymi strategiami, aby uniknąć zagrożeń wynikają-
cych z przestrzeni publicznej. Cierpiąca na fobię kobieta może próbować
definiować i zamykać się w strefach, które uważa za bezpieczne. Wymy-
śla „kamuflaże” (cover stories): wyjaśnienia swoich zachowań, które, jak
napisał jeden z socjologów, „nie ujawniają, że jest ona tym kim jest, czyli
osobą, która obawia się miejsc publicznych”119. Na przykład, cierpiąca na
agorafobię, która idzie poboczem, gdyż uważa, iż jest ono bezpieczniejsze
od chodnika, może usprawiedliwiać się przed ludźmi tym, że szuka cze-
goś, co zgubiła120.
Złudna sfera publiczna jest oczywiście innym rodzajem przestrzeni.
Mimo że jest jednakowo realna, to nie jest współmierna z terenami miej-
skimi, które są empirycznie identyfikowalne121. Jednak ona również kryje
119 C. B. Gardner, Out of Place: Gender, Public Places, and Situational Disaduantage,
(w:) R. Friedland i D. Boden (red.), NowHere: Space, Time and Modernity, University of
California Press, Berkeley, 1994, s. 349.
120 Ibidem, s. 350.
121 W ramach tego eseju, gdy analizuję aktualne debaty dotyczące „przestrzeni publicz-
nej”, to nie tylko kwestionuję znaczenie pojęcia „publiczna”, ale problematyzuję również
słowo „przestrzeń”. Jak starałam się sugerować od pierwszego zdania, przestrzeń nie jest
oczywistą lub monolityczną kategorią. Przestrzeń może odnosić się do miasta lub budynku,
ale także do tożsamości lub dyskursu. Niektórzy krytycy chcą oddzielić te przestrzenie,
przekształcając różnice pomiędzy nimi w opozycję, traktując ten pierwszy rodzaj przestrze-
ni jako bardziej „realny” od drugiego. Innymi słowy, krytycy ci akceptują klasyczną opozy-
cję pomiędzy realnością a myślą, czymś co nie jest i jest dyskursywne oraz nakładają tę
opozycję na inne kategorie przestrzeni. Uważam, że demokratyczna krytyka przestrzeni
musi rozbić taką dychotomię. Dlatego, iż żadna przestrzeń społeczna nie jest po prostu da-
ną, bezpieczną lub zamkniętą całością, która poprzedza przedstawienia; tożsamość prze-
strzeni, jej zamknięcie, jest konstytuowane i utrzymywane przez relacje dyskursywne, któ-
re same są materialne i przestrzenne - odróżnianie, represjonowanie, podporządkowanie,
udomowianie, wykluczanie. W skrócie, przestrzeń jest relacyjna, a w konsekwencji, jak pi-
sze Mark Wigley „Nie ma przestrzeni bez przemocy i nie ma przemocy, która nie byłaby
przestrzenna”. Artykuł wstępny w „Assemblage” 1993, nr 20, April, s. 7.
Gdy krytycy opierają się na opozycji pomiędzy „realną” lub „konkretną” przestrzenią,
która rzekomo jest ukształtowana przez pozadyskursywne procesy, a innymi przestrzenia-
mi uznawanymi za „metaforyczne” lub „dyskursywne”, to nie tylko drastycznie ograniczają
pole realności, ale ukrywają również politykę, która wytwarza ich własną wizję przestrze-
ni, zakładają, iż przedmiot ich analizy jest czysto obiektywny i wolny od dyskursywnych
interwencji. Niesproblematyzowane odniesienie do realnych przestrzeni uniemożliwia kon-
testację, gdyż represjonuje konstruowany charakter tych przestrzeni. Ponadto tworzenie
hierarchicznych opozycji pomiędzy przestrzeniami jest produkcją przestrzeni, polityczną
aktywnością maskowaną przez rzekome rozwiązywanie konkretnych problemów prze-
strzennych. Jeśli naszym celem jest ujawnienie konfliktów politycznych produkujących
przestrzeń i interwencja w nie, to nie powinniśmy skupiać się na hierarchicznym odróżnia-
loading ...