Instytut Historii Sztuki <Posen> [Editor]
Artium Quaestiones — 3.1986

Page: 24
DOI issue: DOI article: DOI Page: Citation link: 
https://digi.ub.uni-heidelberg.de/diglit/artium_quaestiones1986/0042
License: Free access  - all rights reserved Use / Order
0.5
1 cm
facsimile
24

M. GĘBAROWICZ

Zawód ten jednak wynagradzają one cenną radą, aby ich —• podob-
nie jak całej sztuki, której są najdoskonalszymi wyrazicielkami — nie brać
zbyt poważnie, a w każdym razie bez zbyt wysokich koturnów. Może
więc przystępując do interpretacji dzieł rokoka, najlepiej pójść drogą,
którą wskazał jeden z najbardziej autorytatywnych jego przedstawicieli
— Antoni Osiński, wręczając dłuto, godło swej sztuki, takiej właśnie da-
mie (ił. 1) i ustawiając ją na ołtarzu św. Józefa Cieśli. Trzyma je ona
wdzięcznym ruchem w górę, bo tak jej kazano, równocześnie odwraca od
niego obojętnie głowę, jakby wskazując, że gracja, którą rozwija ogarnia-
jąc fałdy bogatej sukni, aby zgrabnie wykonać krok taneczny, jest waż-
niejsza niż narzędzie pracy artysty. Nie brak wśród nich i takich, które
rezygnują z atrybutów i strojnych sukien na rzecz niezbędnej draperii,
umożliwiającej pokazanie i to dość gruntowne ładnego dekoltu i zgrab-
nej nóżki. Mogą one przedstawiać święte (Marię Magdalenę lub Marię
Egipcjankę) albo po prostu nienazwane alegorie, którym zapomniano
wręczyć atrybuty (il. 21). Trudno w nich dopatrywać się rzeczywistości
albo głębi duchowej. Nie wolno bowiem zapominać, że rokoko było okre-
sem epigonizmu świata arystokracji rodowej, czy też feudalizmu, jak się
chce dzisiaj. Obcując z jej sztuką, nad którą unosi się zapach więdnącej
róży, wystarczy poprzestać na zadowoleniu estetycznym, rozkoszować
się lekkością oraz finezją form i żegnać ją przyjaznym uśmiechem jako
przyjemny margines historii.
W rzeźbie możemy zachwycać się lekkością figur, wdziękiem posta-
ci kobiecych, bogactwem draperii i jej wykorzystaniem, umiejętnością
równoważenia momentów statycznych i kinetycznych. W lwowskiej szko-
le możemy ponadto podziwiać wirtuozostwo techniki i znajomość ana-
tomii. Tylko nie szukajmy śladów pogłębienia psychologicznego! Nie ma
go bowiem w tej rozigranej rzeszy eleganckich dam, których życie du-
chowe wyraża się jedynie w wytworności póz, ruchów i gestów, nie zaś
we wzniosłych uczuciach: dziwią się tylko, dlaczego się znalazły na ołta-
rzach. Nie inną reakcję wywołują anioły —• ekwilibryści, którzy z roz-
wartymi skrzydłami, afektowanymi twarzami i jaskrawymi gestami przy-
siadają wysoko na grzymsach, budząc lęk, czy się na nich utrzymają (il.
22 i 23). Podobnie owi czcigodni, ale sztucznie upozowani starcy, czasem
w infułach, o chudych obliczach i bujnych rozwidlonych brodach, któ-
rzy teatralnym ruchem rąk przytrzymują księgi albo gestykulują i eksta-
tycznie podnoszą ku niebu twarze; zamykając oczy i rozchylając usta
przypominają oni nie tyle apostołów i świętych, ile raczej odgrywających
ich rolę aktorów i to nie zawsze pierwszorzędnych.
Tymczasem w literaturze dzisiejszej spotkać się można z powoływa-
niem się na największe wartości duchowe człowieka, szczególnie w dzie-
dzinie estetyki, psychologii (liryka, sentymentalizm, melancholia, ekspre-
loading ...