Instytut Historii Sztuki <Posen> [Editor]
Artium Quaestiones — 3.1986

Page: 207
DOI issue: DOI article: DOI Page: Citation link: 
https://digi.ub.uni-heidelberg.de/diglit/artium_quaestiones1986/0243
License: Free access  - all rights reserved Use / Order
0.5
1 cm
facsimile
RECENZJE I OMÓWIENIA

207

otwieranych drzwi zobaczyłem wielkiego artystę (...). Miał na sobie jedwabny szla-
frok o tak jaskrawej szkarłatnej barwie, iż w chwili, kiedy się pojawił, jak gdyby
przyblakło pąsowe obicie salonu (...). Szedł ku mnie dostojnym mierzonym krokiem
i sam jeden wydawał się być całym orszakiem, któremu brakowało jedynie uroczy-
stej muzyki. Nogi stawiał prawidłowo czubkami stóp skierowanymi na boki, jak
gdyby ukrywając przepych szytych złotem pantofli.. . Szlafrok spadający z ramion
wspaniałymi fałdami wlókł się za nim, jak tren książęcego płaszcza, dołem luźno
zwisał gruby, pleciony sznur, którym można byłoby świetnie się opasać, lecz za-
miast tego jeden jego koniec ciągnął się wężowymi skrętami po dywanie jak ogon
już w środku salonu. Wielki Frederick podchodził do mnie tym samym krokiem,
orszaku tkwiącego jeszcze w innym pokoju w momencie, kiedy sam artysta stawał
jakim Don Salluste zbliżał się w dramacie Ruy Bias do hiszpańskiej królowej, żeby
wargami musnąć jej królewską dłoń .. . Jego ręka, okrągła i giętka, bawiła się nie
sztyletem, lecz listem od mego dziadka. Zamieniliśmy ze sobą wszystkiego parę ma-
łoznaczących słów (.,.) Ale tych parę słów nabierało w jego ustach zupełnie nie-
zwykłego znaczenia, absolutnie niewspółmiernego z tym czego dotyczyły. Odnosiło się
wrażenie, że decyduje nie o przeznaczeniu dwóch foteli na parterze, lecz o losie ca-
łego imperium. Każda sylaba odrywająca się od jego ust urastała do rangi samoist-
nego, wspaniałego słowa; pauzy pełne głębokiej tajemniczości, oddzielając słowa, na-
dawały im taką wagę, iż zdawały się być całymi zdaniami, a najprostsze zdania —
długimi monologami. Ta dziwna maniera, w jakiej wypowiadane były słowa, zakra-
wała w dziedzinie deklamacji na optyczny fenomen wywołany przez powiększające
szkła, pod którymi drobny owad osiąga rozmiary słonia. (...) wspaniały sposób wy-
sławiania się dodawał skrzydeł myślom. Zwykły grzecznościowy zwrot »dzień dobry,
monsieur« wydawał się zawierać w sobie cały świat... (...)”54.
Znamienne, że ten długi, skrócony zresztą przeze mnie fragment, został wyko-
rzystany przez Eisensteina, reżysera również teatralnego, wrażliwego na wszelkie
przejawy teatralności w sztuce. Przytaczając tę scenę w innym zupełnie celu, Eisen-
stein mimochodem zauważa: „Starzejący się Fryderyk w scenerii spłowiałego prze-
pychu purpurowego salonu zdradza młodemu adeptowi jedną z tajemnic wielkiej
tradycji patetycznej gry aktorów romantycznego teatru” 55 Ale nie tylko. Scena ta
jest także wspaniałą lekcją romantycznej teatralności. Lekcją niezwykle wyrazistą
ze względu na dystans istniejący między odbiorcą zmuszonym przez aranżującego tę
sytuację aktora do uczestnictwa w steatralizowanym rytuale, którego z początku w
pełni nie potrafi zaakceptować, rozpoznając bezbłędnie jego teatralną proweniencję,
ale któremu mimo wszystko się poddaje, zafascynowany w końcu, jak się zdaje, je-
go natrętną wizualną symbolikę. Wchodząc do salonu wielkiego aktora Pierre Berton
zanurza się w odpowiednio zainscenizowaną rzeczywistość.Staje oko w oko z prze-
niesionym z publicznego miejsca w prywatne sanktuarium inscenizacyjnym komu-
nałem epoki. I właśnie ten akt translokacji tego co publiczne w obszar prywatny
obnaża reguły teatralności epoki. Salon przestaje być tylko salonem, jedna z odpo-
wiednio sfunkcjonalizowanych wewnętrznych przestrzeni domu. To specjalnie kreo-
wana „strefa fasadowa”, jak nazywa Erving Goffman miejsca naszych życiowych,
codziennych występów56. Ta prywatna „scena’’ Fredśrica Lemaitre’a posiada także

54 Cyt. za S. Eisenstein, Nieobojętna przyroda, przeł. M. Kumorek, Warszawa 1975,
s# 114 - 115.
55 Ibidem, s. 116.
56 E. Goffman, Człowiek, w teatrze życia codziennego, przeł. H. i P. Spiewakowie, oprać,
i sł. wstępnym poprzedził J. Szacki, Warszawa 1981, s. 157.
loading ...