Instytut Historii Sztuki <Posen> [Editor]
Artium Quaestiones — 5.1991

Page: 74
DOI issue: DOI article: DOI Page: Citation link: 
https://digi.ub.uni-heidelberg.de/diglit/artium_quaestiones1991/0096
License: Free access  - all rights reserved Use / Order
0.5
1 cm
facsimile
74

W. SUCHOCKI

Przedmiot jako zjawisko zmysłowe nie może znaczenia symbolicznego
ustanawiać sam z siebie, lecz stać się symbolem może — i na to
naprowadza też nasz obraz — tylko w zestawieniu z czymś z istoty
„innym". Dopiero to zestawienie umożliwia przejście zmysłowych cech
zjawiskowych na poziomy znaczeniowe, których przedmiot sam z siebie
nie jest w stanie wyzwolić.)
Wszystko to widać na obrazie, nic się tu nie skrywa, wymaga tylko
dopuszczenia obrazu „do głosu", nie narzucania mu własnych oczeki-
wań, przeświadczeń, nie przeznaczania mu miejsca wśród klakierów
naszej wszystkowiedzy. Ma nam coś do pokazania i nie jest to sens dla
znawców czy erudytów, lecz dla wszystkich gotowych patrzeć i widzieć.
Nie zachęca, by go umieszczać w rzędzie ilustracji tryumfów polskiego
oręża. Nie może zaprotestować przeciw ograniczeniu wywodów w jego
obliczu do rozpatrywania roli militarnej szarży, topografii zdarzenia czy
nawet odniesienia do innych obrazowych jego ujęć. Może tylko czekać
na gotowość wysłuchania go, na chwilę, gdy jako obraz okaże się
potrzebny.
Lecz pośród tych rozmaicie ograniczonych możliwości spożytkowania
„Somosierry" ustaliło się przecież i to odczytanie, które czyni z niej
symbol polskiego losu: straceńczych a daremnych zrywów w ogóle,
a przy tym — podejmowanych przez sojusznika wiernego do zatracenia,
lecz bez wzajemności, podejmowanych za sprawę, a sprawowanych na
usługach, za wolność ani naszą ani waszą, krótko — fatum, ciążącego
nad nieszczęsnym narodem. Zrodzone już to z rachunku blizn, już to
z chęci dobitnego uprzytomnienia niemożności bezpośredniej walki
o suwerenność — odczytanie to wydaje się bliskie w, mglistej co prawda,
sferze fatalizmu zarysowującemu się sensowi obrazu. Czyżby więc to
dzieło wielbiciela Napoleona, uczestnika powstania, odmawiało czynowi
zbrojneny sensowności? Czyżby zatem — bo przywykliśmy te sprawy
łączyć — jego twórca nie był, o zgrozo, romantykiem?
Nie mówimy o Michałowskim, jakiego skądinąd znamy, oglądamy
obraz, którego był twórcą. Obraz Biftua pod Somosierrą nie zawiera
pesymistycznej diagnozy, nie kwestionuje sensowności walki, nie dy-
waguje też —jeśli to w obrazie możliwe — o skutecznym rad sposobie.
Odmalowuje porządek bytu, to, jak się rzeczy z ludźmi mają, jeśli zaś
dramat — to dramat zapomnienia o tym porządku.
Dlaczego więc-Somosierra? Czy związek dostrzeżonej symboliki z tym
tematem nie jest czystą dowolnością, jeśli nie wręcz wypaczeniem sensu
historycznego zdarzenia? To nie historiografia, a zwłaszcza nie fakto-
grafia, to obraz, a zresztą —jeśli o ten rodzaj historycznej „ścisłości"
miałoby chodzić — tu, jak w tamtym wąwozie, szwoleżerowie przejdą.
Lecz na obrazie ich przejście linii obrony nie jest końcem drogi i jeśli
loading ...