Instytut Historii Sztuki <Posen> [Editor]
Artium Quaestiones — 12.2001

Page: 114
DOI issue: DOI article: DOI Page: Citation link: 
https://digi.ub.uni-heidelberg.de/diglit/artium_quaestiones2001/0116
License: Free access  - all rights reserved Use / Order
0.5
1 cm
facsimile
114

ŁUKASZ KIEPUSZEWSKI

NADMIAR I HORYZONTALIZAC JA
Rytm jest ruchem, który pojawia się niejako „mimo” przedstawienia,
pozwala mu się wyartykułować, uwolnić zjawisko reprezentacji przed-
miotów. Z drugiej jednak strony, posiadając dynamiczną przewagę nad
przedstawieniem, odsłania związki nieobecne w mimetycznej lekturze
oraz zaciera relacje oczywistości, powołując coś innego na „oczy - wistość”.
Nie może więc zaskoczyć powiedzenie trywialne w swej literalności:
„wszystkie przedmioty w obrazie mają taką samą fakturę - tę samą, co
farba”.
Takie sformułowanie może być o tyle uprawnione o ile pozwala nie za-
przeczyć ciągle odnawianemu, dokonującemu się na najniższych poziomach
wizualności, optycznemu ruchowi kształtującemu „szemranie” materii
obrazowej wyzwalającej akty niezależności farby wobec przedstawienia.
Dzianie się farby jest dopełnieniem całości obrazu, ale też jej jednoczes-
nym rozluźnianiem.
istnienie. Jej dokładna postać jest ściśle związana z konfiguracją lub rodzajem materii: weł-
nianej, metalowej lub porowatej i sama przez się, w kontekście tych powiązań, niewiele
znaczy. Claudel mówił, mniej więcej, że pewien błękit morza jest tak błękitny, iż tylko
krew jest bardziej czerwona. Kolor jest zresztą zmienny w innym wymiarze zmienności,
a mianowicie zależnie od relacji z otoczeniem: ta czerwień jest tym, czym jest o tyle tylko,
o ile łączy się ze swojego miejsca z innymi czerwieniami dokoła siebie, z którymi tworzy
konstelację, albo z innymi kolorami, nad którymi dominuje lub które nad nią dominują,
które przyciąga lub które ją przyciągają, które odpycha lub przez które jest odpychana.
Słowem, jest to pewien węzeł w splocie równoczesności i następstwa. Jest to konkretyzacja
widzialności, a nie atom. Tym bardziej na przykład czerwona sukienka wszystkimi swoimi
włóknami należy do tkanki widzialnego, a przezeń do tkanki bycia niewidzialnego. Stano-
wi punkt w polu rzeczy czerwonych, obejmującym dachówki dachów, chorągiewkę dróżnika
i sztandar Rewolucji, niektóre tereny w pobliżu Aix lub na Madagaskarze, a także czerwo-
ne stroje, do których, poza sukniami kobiecymi, należą togi profesorskie i adwokackie,
strój biskupów, czerwone mundury i ozdoby. I ta konkretna czerwień sukni nie jest taka
sama w każdej konstelacji, w jakiej występuje, bo zależy od tego, czy kojarzy się z istotą re-
wolucji 1917, czy z wieczną kobiecością, czy z oskarżycielem publicznym, czy też zawadiac-
ko odzianymi Cyganami, którzy dwadzieścia pięć lat temu królowali w pewnej kawiarni na
Champs-Elysees. Pewna odmiana czerwieni to również jakby skamielina wydobywana
z głębi świata wyobraźni. Gdyby zebrać wszystkie te konteksty (participations), zobaczyli-
byśmy, że nagi kolor, i w ogóle jakieś widzialne, nie jest absolutnie twardym i niepodziel-
nym kawałkiem bytu, wystawiającym się w swej nagości na widzenie, które może być tylko
całkowite bądź żadne, ale że jest raczej rodzajem przesmyku między zawsze otwartymi,
zewnętrznymi i wewnętrznymi horyzontami, czymś, co delikatnie dotyka rozmaitych regio-
nów barwnego czy widzialnego świata i na odległość budzi w nich rezonans, pewnym zróż-
nicowaniem, efemeryczną modulacją tego świata, mniej zatem kolorem czy rzeczą, a bar-
dziej różnicą między rzeczami i kolorami, chwilową krystalizacją barwnego bytu
widzialności. Między rzekomymi kolorami albo widzialnymi rzeczami znaleźlibyśmy tkani-
nę, które je podszywa, podtrzymuje, żywi i która nie jest rzeczą, lecz możliwością, ukrytą
głębią i cielesną tkanką rzeczy (M. Merleau-Ponty, Widzialne i niewidzialne, s. 136-137).
loading ...