Instytut Historii Sztuki <Posen> [Editor]
Artium Quaestiones — 12.2001

Page: 408
DOI issue: DOI article: DOI Page: Citation link: 
https://digi.ub.uni-heidelberg.de/diglit/artium_quaestiones2001/0410
License: Free access  - all rights reserved Use / Order
0.5
1 cm
facsimile
408

T. J. CLARK

„wymagań koloru” i że są zarazem systemami „uruchamianymi przez
myśl filozoficzną”. Nie zakłada się współgrania tych dwu stwierdzeń
w ramach modernizmu. Może też nie pasują do siebie w przypadku Male-
wicza. Jasne, że nie jest on kolorystą w rodzaju Matisse’a, malującego,
powiedzmy, Harmonię w czerwieni, czy Kandinsky’ego - W szarości. To
znaczy nie oczekuje, by widz wierzył, patrząc na Supremus nr 50 albo 56
(il. 17, 14), jakoby konstrukcja kształtów obrazu zrodziła się z wyczucia,
czego potrzebował kolor, aby mógł stać się sobą - by żywił się i promie-
niował swoim własnym, szczególnym (stotalizowanym) światem. U Male-
wicza kolor nie tworzy totalizującej magii, nawet kiedy prezentuje się tyl-
ko jeden na całym obrazie. Nie pochłania formy, ani nawet nie czyni jej
tymczasową. Potwierdza się to nawet w przypadku Białego na białym.
Tam, gdzie u Malewicza sporadycznie można dać się przekonać koloro-
wym formom znikającym w tle, na którym się unoszą (il. 19), fakt ten nie
funkcjonuje jako znak niestabilności czy nieokreśloności - z pewnością
nie w przypadku delikatnego żółtego czworoboku. Doskonale się on trzy-
ma. Znamienny jest tytuł nadany przez Malewicza kilka lat później po-
krewnemu rysunkowi: „Element suprematyczny w momencie rozwiewa-
nia się odczucia (bezprzedmiotowości)”12'. To znaczy w momencie, gdy
odczucie koloru ujawnia swój prawdziwy fenomenologiczny charakter.
Nie ma on być płynny i bezforemny (to był błąd impresjonistów), tylko
ma być Niczym. „Pustym miejscem, gdzie nie doznaje się Niczego poza
samym odczuciem”128.
Malewicz jest, powiedziałbym, twardym, zimnym kolorystą - kolory-
stą kalkulującym. Zaś kolor powinien (w ramach modernizmu) być miej-
scem, gdzie kalkulacja ustępuje na rzecz uczucia. Uczucie to pojęcie, któ-
re Malewiczowi do niczego nie było potrzebne. Było poniżej jego
nihilistycznej godności. Kiedy używa tego słowa - od czasu do czasu mó-
wi o sztuce „czystego uczucia” albo o suprematyzmie budującym „nowy
świat, świat uczucia” - nigdy nie chodzi mu o wzruszenie. Wzruszenie
jest wrogiem sztuki. Jest częścią „szumowin «wewnętrzności»”, które bu-
dziły w nim szczególny wstręt129. W uniwersum Malewicza ekspresja by-
ła kategorią zbędną, kierującą nas z powrotem ku światu, który - jak
nam się wydaje - zamieszkujemy. Była jedną z dziecinnych zabawek.

127 Zob. T. Andersen, katalog Stedelijk Museum, Maleuich (Amsterdam 1970), s. 98.
128 K. Malevich, The Non-Objective World, rev. Ed., trans. Howard Dearstyne (Chi-
cago 1959). Wolałem tłumaczenie Ch. Douglas, Beyond Reason: Malevich, Matiushin,
and Their Circles, (w:) The Spiritual in Art.: Abstract Painting 1890-1985 (New York
1986), s. 190, ale w następnym ustępie wykorzystuję dokonany przez Dearstyne’a przekład
zdań pozostających w związku z tym fragmentem, by nie skrywać problemów translator-
skich, jakie wchodzą tu w grę.
12,) Zob. K. Malewicz, Pomniki nie wzniesione ludzkimi rękami, „Isskustwo Komu-
ny”, nr 10 (9 lutego 1919), przekład angielski w: Andersen, t. 1, s. 66.
loading ...