Instytut Historii Sztuki <Posen> [Editor]
Artium Quaestiones — 17.2006

Page: 139
DOI issue: DOI article: DOI Page: Citation link: 
https://digi.ub.uni-heidelberg.de/diglit/artium_quaestiones2006/0141
License: Free access  - all rights reserved Use / Order
0.5
1 cm
facsimile
W KIERUNKU TŁUMACZENIA ŻARTU

139

całej serii kilkudziesięciu prac. Dominującym serię komentarzem jest
sytuowanie znaczenia w sferze polityczno-egzystencjalnej, przy czym
„polityczne” uważane jest za węższe tzn. ściślejsze, choć niewystarczają-
ce znaczenie, „egzystencjalne” zaś za szersze, ujmowane ogólnie poprzez
odniesienie do „kondycji ludzkiej”. Znaczenie polityczne serii kształto-
wane jest przez aplikację słownika politycznego (nierzadko jedynie za
pomocą przytaczania tytułów dzieł) - „kroczenia naprzód”, „postępu”,
„wielkiego skoku”, pozbawione natomiast analizy strukturalnej, pozwa-
lającej na semantyczną indywidualizację poszczególnych dzieł wykra-
czającą poza odniesienie do tytułu.
Niezwykle interesującą, choć także pozostającą na poziomie analizy
motywu serii, nie poszczególnych dzieł, wypowiedzią jest baśń autorstwa
Petera Esterhazyego, napisana z okazji wystawy artysty w 1987 roku w
Vac. Narracja, rozwijana w konwencji dowcipu, kilkakrotnie przerywana
jest w kulminacyjnym momencie stwierdzeniem: „nie skracajmy długiej
historii”, przywodzącym na myśl znaną anegdotę dotyczącą Lenina pi-
szącego długi list, z braku czasu, by napisać krótki. Kontekst polityczny
wyraźnie pojawia się w baśni, jako uwarunkowanie serii podeszew - tu
jednak polityczne aluzje składają się w spójną teoretyczną konstrukcję.
Baśniowa opowieść dzieje się „dawno temu”, w kraju zwanym Węgrami,
dając „prominentny opis tego węgierskiego krajobrazu, z rdzą i świętym
Stefanem14, trabantem i dyktaturą, bartókiem i mlekiem w plastikowych
torbach jako głównymi współrzędnymi”, którego mieszkańcy - Madzia-
rzy zauważają pewnego razu:
coś, czego nie było. Że nie mają żadnych śladów. Gdziekolwiek by nie pozostawili
swej madziarskiej stopy na węgierskim gruncie (...). Nie przestawali opowiadać
- bardzo poetyckich! - jednak kłamstw przez jakiś czas, ale później ich to zmę-
czyło, a byli także Węgrzy, którzy nie lubili kłamać. Wtedy zdjął ich okropny
strach, że (...) oni nawet nie istnieją (...) i może nawet ten kraj o nazwie Węgry,
także nie istnieje, nie ma nic oprócz mleka w plastikowych torbach i rdzy. Po
prostu nie mogli rozgryźć, jaka była sytuacja, kim byli i gdzie mieszkali. Dlatego
byli przerażeni. [Pospieszmy dodać: z bardzo dobrego powodu (...) — ponieważ
niewiedza o tym wszystkim prowadzi do wielkiego niebezpieczeństwa]. Wtedy
jeden z nich, (...15), wpadł na pomysł — wytworzył wszelkiego rodzaju przedmioty
produkujące ślady z żelaza, rdzy, łańcuchów świętego Stefana, dyktatury, cóż,
oczywiście rzeczy, które znalazł dookoła siebie (...) Madziarzy stali się szczęśli-
wi, teraz mogli utykać na jedną nogę, występować przeciw, mieli odskocznię

14 Małe litery pozostawiam zgodnie z oryginalną pisownią, związaną z intencjonal-
nym uprzedmiotowieniem pejzażu: P. Esterhazy, Ósmagyaros es Fe.ltle.p6, (w:) Galantai
(katalógus), Budapest: Artpool 1988 (strony nienumerowane).
15 W tym miejscu autor dodaje „mężczyzna o śmiejących się oczach, który czasami
hodował brodę” - która to charakterystyka dotyczy niewątpliwie Galantaia; Ibidem.
loading ...