Rocznik Historii Sztuki — 28.2003

Page: 7
DOI article: DOI Page: Citation link: 
https://digi.ub.uni-heidelberg.de/diglit/rhs2003/0008
License: Free access  - all rights reserved Use / Order
0.5
1 cm
facsimile
Rocznik Historii Sztuki, tom XXVIII
Wydawnictwo Neriton, 2003

LECH KALINOWSKI
KRAKÓW

PROFESORESSA KARLA - ULTIMA SUE GENTIS CONTESSA*

Panie Profesorze, Drodzy Państwo. Kiedy Pan Profesor Chrościcki, jako Przewodniczący Komitetu
Nauk o Sztuce Polskiej Akademii Nauk, zwrócił się do mnie z zapytaniem, czy zechciałbym przemówić do
Państwa o Pani Profesor Karolinie Lanckorońskiej, jakże mógłbym nie wyrazić zgody na przybliżenie Pań-
stwu - słowem ucznia i przyjaciela - żywego wciąż obrazu tej zmarłej w ubiegłym roku, wielkiej Damy
polskiej nauki i kultury. Oczywiście zgodziłem się i jako temat ze swej strony zaproponowałem działalność
pedagogiczną Pani Profesor. A postąpiłem tak z dwóch powodów: po pierwsze, ponieważ poznałem Ją we
Lwowie w trakcie procesu dydaktycznego jako Jej uczeń w roku akademickim 1938/1939, a po wtóre dla-
tego, że po wielu, wielu latach spędzonych z Nią wspólnie w różnych okolicznościach przekonałem się, że
głównym Jej zadaniem życiowym było nauczanie, chęć nauczania i że to kierowało wielu Jej czynnościami
i dokonaniami.

Kiedy po złożeniu matury wstępowałem na Uniwersytet Jana Kazimierza, muszę szczerze wyznać, że
absolutnie nie wiedziałem o istnieniu profesor Karoliny Lanckorońskiej. Wtedy w ogóle nie interesowałem
się historią sztuki i nie myślałem, by zostać historykiem sztuki. Natomiast muzykowałem, chciałem być
pianistą i kompozytorem, i w tym celu uczęszczałem do konserwatorium prowadzonego przez Adama Soł-
tysa. W związku z zamiłowaniami muzycznymi starałem zapisać się na muzykologię. Złożyłem wtedy wizytę
prof. Adolfowi Chybińskiemu, który prowadził na Uniwersytecie Jana Kazimierza muzykologię. Profesor
Chybiński oświadczył mi, że rad będzie, jeżeli skończę naukę harmonii według Hugo Riemanna, i że wtedy
dopiero przyjmie mnie do siebie. Potraktowałem to poważnie i zwróciłem się w konserwatorium Polskiego
Towarzystwa Muzycznego do wybitnego teoretyka muzyki, znakomitego dodekafonisty Józefa Kofflera
z prośbą, aby zechciał mnie uczyć dodatkowo harmonii niezależnie od normalnego kursu. On doradził mi
jeszcze, żebym sobie wziął pewnego rodzaju korepetycje u Maruszki Tomaszewskiej. Spełniłem to. Studio-
wałem więc harmonię i byłem przekonany, że niebawem zostanę muzykologiem.

Tymczasem tak się złożyło, że żona Tadeusza Majerskiego, mojego profesora w klasie fortepianu,
Aleksandra Majerska, historyczka sztuki, była adiunktem u prof. Władysława Podlachy, kierującego katedrą
historii sztuki na Uniwersytecie Jana Kazimierza. To właśnie ona powiedziała mi, że warunkiem ukończenia
muzykologii jest zaliczenie przedmiotu pobocznego i poradziła, bym - nie tracąc czasu - zapisał się na
historię sztuki. Posłuchałem tej rady, aczkolwiek - przyznaję się Państwu - niezbyt chętnie. Właśnie wtedy
zacząłem uczęszczać na zajęcia w Instytucie Historii Sztuki. Po raz pierwszy usłyszałem o dr Karolinie
Lanckorońskiej, gdy prof. Podlacha wszedł nieoczekiwanie do Zakładu i powiedział: „Panna Lanckorońska

* Artykuł ten przygotowany został na podstawie nagranej na taśmę magnetofonową mojej wypowiedzi podczas posiedzenia
Komitetu Nauk o Sztuce PAN w Warszawie 8 listopada 2002 r. Władzom Komitetu w osobach Profesorów Juliusza A. Chrościc-
kiego i Andrzeja Grzybkowskiego dziękuję za przyjęcie artykułu do druku w „Roczniku Historii Sztuki", a Pani dr Małgorzacie
Sobieraj z Instytutu Sztuki PAN za sporządzenie wydruku komputerowego.
loading ...