Instytut Historii Sztuki <Posen> [Editor]
Artium Quaestiones — 12.2001

Page: 469
DOI issue: DOI article: DOI Page: Citation link: 
https://digi.ub.uni-heidelberg.de/diglit/artium_quaestiones2001/0471
License: Free access  - all rights reserved Use / Order
0.5
1 cm
facsimile
MARKSIZM, MODERNIZM, MELANCHOLIA

469

pod pozorem jego anihilacji w szczególnym stopniu znamionuje amerykański ekspre-
sjonizm abstrakcyjny lat pięćdziesiątych. Znamię to określa autor mianem „trywial-
ności” (uulgarity), definicję pojęcia przejmując od Johna Ruskina: trywialność to spe-
cyficzna forma śmierci, taka, która miesza się z życiem — „śmiertelne samolubstwo”.
Zastosowanie tej kategorii do rozważań na temat abstrakcyjnego ekspresjonizmu słu-
żyć ma przełamaniu impasu, w jakim znalazła się, zdaniem Clarka, historycznoarty-
styczna refleksja nad malarstwem powojennego piętnastolecia. Kryterium trywialno-
ści pozwala uchwycić istotną różnicę między sztuką amerykańską i europejską
tamtych lat: abstrakcja powstająca w Europie okazuje się zawsze bardziej wyrafino-
wana (z tego też względu artystą stosunkowo najwyżej przez autora cenionym, choć
nie bez zastrzeżeń, jest Asger Jorn). Malarstwo produkowane wówczas w Stanach,
trywialne w swej wizualnej poetyce, świadczy zarazem o złym guście jego drobnomie-
szczańskiej klienteli. Clark proponuje widzieć ekspresjonizm abstrakcyjny jako pre-
tensjonalny styl, w którym znalazły wyraz arystokratyczne aspiracje tej klasy, próbu-
jącej zająć miejsce burżuazyjnej elity. Kwintesencją tak rozumianej trywialności jest
malarstwo Hansa Hofmanna. „Dobry Hofmann to bezguście do szpiku kości — w złym
smaku są jego inwokacje do Europy, w złym smaku jest jego fałszywa religijność,
w złym smaku ten «Color-by-Technicolor», te mrugnięcia i trącenia łokciem w stronę
pejzażowego formatu, te tytuły a la Irving Stone i sycąca demonstracyjność pracy pę-
dzla. (...) Dobry Hofmann musi swoją powierzchnią lokować się gdzieś między lodami,
czekoladą, stiukiem i tapetą. (...) Bowiem tym, co ukazuje jego malarstwo, jest świat,
w którym zamieszkują, w głębi swej duszy, jego użytkownicy”. Jest to obraz „wnę-
trza” ludzi bogatych. Hofmann odmalował na swych płótnach życiowe doświadczenie
drobnej burżuazji, twierdzi Clark.
Trywialność abstrakcyjnego ekspresjonizmu w pewnym sensie stanowi jednak
o jego wartości - i jest to, paradoksalnie, jedyny walor, ze względu na który tego ro-
dzaju malarstwo się broni. Stąd też przewrotny tytuł rozdziału: „In Defense of Abs-
tract Expressionism”. Im bardziej trywialny jest taki obraz, tym jest lepszy, ponieważ
najpełniej wówczas ujmuje w swej formie społeczne tło powstania całego stylu.
Trzeba przyznać, że Clark, wypowiadając te cierpkie uwagi na temat trywialności
i złego smaku amerykańskiego malarstwa po 1945 roku, sam kończy swą książkę w
stylu nienajlepszym. Zbiór epitetów nałożony na dość ordynarny marksistowski
szkielet zastępuje tu rzeczową analizę, którą autor potrafił się wykazać w wielu
wcześniejszych fragmentach pracy. Pozostawia on czytelnika z poczuciem nierówno-
ści jej poziomu. Błyskotliwość i finezja spostrzeżeń, badawcza wnikliwość przedziwnie
splata się na kartach tego studium z grubymi uproszczeniami i wprawiającą w zakło-
potanie autorytatywnością sądów. Wartość poznawcza rozważań Clarka, polegająca
na wskazaniu wielorakich powiązań między analizowanymi obrazami a ich historycz-
nym kontekstem, staje pod znakiem zapytania w tych momentach, gdy śmiałe ekspo-
zycje opinii autora i skoki jego wyobraźni przywodzą do wniosku, że poznajemy przede
wszystkim tyleż nieskrępowane dyscypliną naukowego dyskursu, co i kontrowersyjne
poglądy piszącego na modernizm. W każdym razie Farewell to an Idea zasługuje na
uwagę, zarówno jako zespół ważkich propozycji interpretacyjnych, jak i materiał do
przemyśleń nad tym szczególnym, krytyczno-ideologicznym sposobem uprawiania hi-
storii sztuki, który Clark rozwija.
loading ...