Universitätsbibliothek HeidelbergUniversitätsbibliothek Heidelberg
Überblick
loading ...
Faksimile
0.5
1 cm
facsimile
Vollansicht
OCR-Volltext
II

Pędzą — a wśrzód promieni zniżonego słońca,
Podobnr do jakiego od Niebianów gońca —
I długo, i daleko słychać kopyt brzmienie:
Bo na obszernych polach rozległe milczenie;
Ani wesołej szlachty, ni rycerstwa głosy,
Tylko wiatr szumi smutnie uginając kłosy;
Tylko z mogił westchnienia i tych jęk spod trawy.
Co śpią na zwiędłych wieńcach swojej starej sławy.
Dzika muzyka — dziksze jeszcze do niej słowa.
Które Duch dawnej Polski potomności chowa —
A gdy cały ich zaszczyt, krzaczek polnej róży,
Ah! czyjeż serce, czyje, w żalu się nie nuży?
III
Minął już kozak bezdnię i głębokie jary.
Gdzie się lubią ukrywać wilki i Tatary;
Przyleciał do figury (co jej wzgórek znany,
Bo pod nią już od dawna upiór pochowany).
Uchylił przed nią czapki, żegnał się trzy razy
I jak wiatr świsnął stepem z pilnymi rozkazy.
I koń rześki, żadnym się urokiem nie miesza,
Tylko parschnął, i wierzgnął, i dalej pośpiesza.
Ciemny Boh po granitach srebrne szarfy snuje,
A śmiały wiemy kozak myśl pana zgaduje —
Szumi młyn na odnodze, i wróg w łozie szumi,
A żwawy wiemy konik kozaka rozumi —
I przez kwieciste łąki, przez ostre bodiaki
Lżej się nie przesuwają pierszchliwe sumaki;
I jak strzała schylony na wysokiej kuli.
Czai się zwinny kozak, do konia się tuli;
I przez puste bezdroża król pustyni rusza —-
A step — kon — kozak — ciemność — jedna dzika dusza.
O! któż mu tam przynajmniej pohulać zabroni ?
Zginął — w rodzinnym stepie nicht go nie dogoni.
 
Annotationen