Universitätsbibliothek HeidelbergUniversitätsbibliothek Heidelberg
Overview
loading ...
Facsimile
0.5
1 cm
facsimile
Scroll
OCR fulltext
Tu, pod nogami, na równi poziomej,
Moszen1 spojrzeniem policzone domy,
Irdyn drzemiący w spleśniałej głębinie.
Wiecznie z wiatrami sporne oczerety —
Jak rozsypane zielone bukiety,
Drzewa i sady, i gaje w dolinie.
Tam błyskający jasnymi zwierciadły,
Tu w gardła jaru, jak w otchłań, zapadły,
Dniepr tutaj całkiem skrył się w bór ponury,
A tu się znowu wylał z bioder góry.
Dalej — piasczyste, pozłocone morze,
Dalej bór spływa po szpiczastym szczycie,
Podobny strzępnej narodowca kicie —
A jeszcze dalej i dalej, i bliżej
Góra po górze, bór idzie po borze;
Tysiącem węzłów, tysiącami krzyży
342 Plączą się, mącą, rozchodzą, zbiegają
Niepoliczoną, nieobjętą zgrają
Wioski i grody, pustynie i laski,
Jary i góry, i łąki, i piaski.
A coraz dalej stepy piasku bledsze,
A coraz dalej lasy błękitnawsze,
A coraz dalej dymniejsze powietrze,
I nieba niższe, a mgły — a mgły zawsze.
Ileż uniesień, swobody rozwinie
Jeden tu widok, w jednej tu godzinie!
Gdzie ten wiatr wieje, gdzie ten obłok dąży?
Co tam za strony, gdzie w tumany sinie,
Wiecznie drzemiące, fala Dniepru płynie?
Orzeł niech powie, co pod niebem krąży
On wyżej buja i jego źrenice
Wyraźniej widzą tamtą okolicę.
O Zaporożu niechaj on opowie,
Jak tam rozlegle panują koszowi.
Jakie tam wiecznie hulanki i wola,
To samo słońce jak tam rozpromienia
 
Annotationen