Poprzęcka, Maria
Akademizm — Warszawa, 1977

Page: 232
DOI Page: Citation link: 
https://digi.ub.uni-heidelberg.de/diglit/poprzecka1977/0243
License: Free access  - all rights reserved Use / Order
0.5
1 cm
facsimile
SALON WYOBRAŹNI

Jakie wnioski można wyciągnąć z tego przeglądu „salonu wyo-
braźni"? O syntetyczny zarys malarstwa akademickiego ubiegłego
stulecia jest bardzo trudno. Jest ono po prostu, mimo panującej od
kilku lat mody na pompierów - nadal znane słabo. Kilka wielkich
wystaw, jakie odbyły się w ostatnich latach, udostępniło sporo mate-
riału. Powyciągano wielkie płótna z magazynów, pościągano je z pro-
wincjonalnego zesłania, poodkurzano rzeźby i złote ramy. Nie ma
wszakże żadnej pewności, że to, co ujrzeliśmy, nie jest przypadkowe,
a na pewno jest niepełne. Zeszłowieczna produkcja artystyczna jest
bowiem niezwykle obfita. Jakże często w ówczesnych krytykach czy
recenzjach wystawowych czytamy o głośnych dziełach, po których
zostały tylko kiepskie, gazetowe reprodukcje albo w ogóle nie ma już
śladu. Nie jest to jedyna trudność. Wciąż nie są zbadane sprawy
podstawowe, brak jest definicji: co właściwie uważa się za twórczość
akademicką i jakie są kryteria jej oceny?
Borykała się już z tym dziewiętnastowieczna krytyka. Ileż to wpro-
wadzano wówczas terminów i „-izmów"! Szkoła neogrecka, pompe-
jańska (to o Gerómie i jego naśladowcach), szkoła rezurekcjonistyczna
(termin Thorego dla szkoły lngres'a),szkoła pseudodavidowska,szko-
ła oschłych. Epitet „pompierzy" też jest przecież ówczesny. Pompiera-
mi nazywano twórców bombastycznych płócien, które w istocie były
równie operetkowe, jak wspaniałe mundury pompierów, czyli straża-
ków. W epitecie tym kryje się jednak sens głębszy. Przy całej swej
pompatyczności, pompierzy byli (przynajmniej w swym poczuciu)

232
loading ...