Polska Akademia Umieje̜tności <Krakau> / Komisja Historii Sztuki [Editor]; Polska Akademia Nauk <Warschau> / Oddział <Krakau> / Komisja Teorii i Historii Sztuki [Editor]
Folia Historiae Artium — NS: 1.1995

Page: 10
DOI article: DOI Page: Citation link: 
https://digi.ub.uni-heidelberg.de/diglit/fha1995/0014
License: Free access  - all rights reserved Use / Order
0.5
1 cm
facsimile
zek, u nas również patriotyczny, choćby przy tym
dojść miało do „draśnięcia miłości własnej narodo-
wej” 4.

A filologia? Bołoz Antoniewicz rozumie ją szero-
ko. Nawiązując do greckiego źródłosłowu uważa za
przedmiot jej badań „logos jako potężne dzieło
twórczego umysłu, objawiające się w formie zmys-
łowej” lub — mówiąc inaczej — „formalne dzieła
ducha ludzkiego”, z których każde jak dojrzały owoc
odłącza się od „pnia życia” obrastającego słojami
„czynów historycznych”, których od tegoż pnia
oddzielić nie sposób5.

Takie postawienie sprawy niczym szczególnym,
przyznać trzeba, nas nie zaskakuje. U jego korzeni
jest romantyczne królestwo ducha, dziś należałoby
raczej mówić o popperowskim „trzecim świecie”
pojęć i wyobrażeń, w którego obrębie mieści się
wszystko, cokolwiek myśl i ręka ludzka stworzyła.
A gdzieś między jednym a drugim współczesna
Antoniewiczowi „filozofia życia” Wilhelma Dil-
theya, postulowana przezeń „interpretacja rozumie-
jąca” wytworów kultury, którą zajmować się winny
wyodrębnione przezeń „Geisteswissenschaften”.
Odpowiednie „Einleitung” do tychże opublikował
wybitny ten humanista w roku 1883; przy dość
oczywistej zbieżności postawy, w późniejszym o lat
dziesięć odczycie Antoniewicz na ów wybitny wów-
czas autorytet się nie powołuje.

Na tej banalnej konstatacji można by też rzecz
zakończyć, gdyby nie to, że pozostawiając histo-
rykowi dziejów politycznych jako etyczny impera-
tyw „prawdę dziejową”, choćby i gorzką, osąd
filologa utożsamia Bołoz Antoniewicz z „rozumieją-
cym”, a więc zrelatywizowanym historycznie sądem
estetycznym, niezależnie od tego, czy dotyczy on
literatury, sztuk pięknych czy muzyki, starając się
przy tym w drugiej części swej prelekcji sformuło-
wać bardziej już konkretnie „kilka uwag o historii
sztuki i jej stosunku do historii literatury, historii
języka itd., tj. do filologii w węższym znaczeniu”.
Takiej też „filologii w węższym znaczeniu” tyczy
pytanie: „Na czym filologia bada i poznaje swój
przedmiot, który określiłem jako myśl ludzką ujętą
w formę zmysłową i uchwytną?”. I dopowiadając
konstatuje: „umiejętność czytania tekstu
w pojęcia tego znaczeniu najszerszym i najgłębszym
będzie zawsze pierwszym, głównym, prawie wyłącz-
nym jej zadaniem”6.

Otóż to. Badania literaturoznawcze interesuje
tekst, umiejętność jego czytania, znajomość języka,
w którym został sformułowany. Stąd ścisły związek
tych badań z językoznawstwem, które dla badań
takich stanowi nieodzowne oparcie. I dopiero obie
te dyscypliny łącznie wyznaczają zasięg tego, co

nazwać by można naukami filologicznymi „w węż-
szym znaczeniu”. I tu wątpliwość. Czy w tak
określonym zasięgu mieści się to, co stanowi „pier-
wsze, główne, prawie wyłączne zadanie” badań nad
sztuką? A ściślej nad tym zespołem artium, które
epoka renesansu określiła jako arti del disegno, zali-
czając do nich architekturę, rzeźbę i malarstwo,
a które potem określać zaczęto z akademicka jako
„sztuki piękne” w mylącym trochę przeciwstawie-
niu do „literatury pięknej”, do belles lettres, co
skorygować próbował w r. 1837 Theophile Gautier
wprowadzając określenie „sztuki plastyczne” ze
względu, zapewne, na ich uległe ręce ludzkiej two-
rzywo, materialny ślad twórczego działania, jedno-
razowy i niepowtarzalny, jak nas uczył nasz mistrz,
Profesor Wojsław Mole, co dla badań tekstuologicz-
nych mniejsze na ogół (wyjąwszy prace edytor-
sko-emendacyjne) ma znaczenie.

Ale o tym nieco później. Na razie zauważmy, że
wskazanie przez Bołoz Antoniewicza tekstu jako
wspólnej płaszczyzny dla badań literackich i badań
nad sztuką brzmi dla nas bardzo współcześnie.
Postulat badania już nie tylko dzieł sztuk plastycz-
nych wszelkiego rodzaju, ale wszystkich w ogóle
faktów kulturowych jako tekstów kultury, a więc
podobnie jak się bada dzieła literackie, funkcjonuje
niepodzielnie w zorientowanej strukturalistycznie
czy semiotycznie antropologii kulturalnej od lat
sześćdziesiątych poczynając. Geneza tego postulatu
jest znana, wystarczy ją tylko przypomnieć: formali-
ści rosyjscy, strukturalistyczna szkoła praska, fran-
cuska antropologia i semiologia, anglosaska semioty-
ka, wpływowa, zwłaszcza u nas, szkoła z Tartu,
Roman Jakobson i Jan Mukarovsky, Claude Levi-

- Strauss i Roland Barthes, Noam Chomsky, jego
zwolennicy i przeciwnicy, Jurij Michajkwić Lotman
i jego przyjaciele, współpracownicy iblowskich „Te-
kstów” i ispanowskiej „Polskiej Sztuki Ludowej”
(która ostatnio zmieniła tytuł na „Konteksty”)

— wyznaczają zasięg i siłę oddziaływania tekstologi-
cznego imperium, które jeśli nie zdominowało, to
w każdym razie dokonało reorientacji całej współ-
czesnej humanistyki.

Pytanie tylko, czy słusznie. Przeświadczeniu, że
jednak nie, starałem się dać wyraz w swoim wy-
stąpieniu na semiologicznym spotkaniu w Kazimie-
rzu nad Wisłą we wrześniu roku 1966, w którym
wzięła udział znakomita większość przedstawicieli
środowisk tu przeze mnie wymienionych. Z naszej
strony, obok prof. Lecha Kalinowskiego, profesoro-

4 Bołoz Antoniewicz, Historia..., s. 133.

5 Tamże, s. 137.

6 Tamże, s. 149.

10
loading ...