Studia do Dziejów Wawelu — 4.1978

Seite: 361
Zitierlink: 
https://digi.ub.uni-heidelberg.de/diglit/sdw1978/0371
Lizenz: Creative Commons - Namensnennung - Weitergabe unter gleichen Bedingungen Nutzung / Bestellung
0.5
1 cm
facsimile
STANISŁAW E. NAHLIK

TAK ZWANA SPRAWA ARRRASÓW
W ŚWIETLE DOKUMENTÓW

I. FAKTY: DZIEJE EWAKUOWANYCH SKARBÓW

W sprawozdaniu przedłożonym dnia 17 stycznia 1940 polskiemu rządowi
emigracyjnemu w Angers dr Stanisław Świerz-Zaleski, kustosz Państwowych
Zbiorów Sztuki na Wawelu, tak zreferował pierwszą fazę ewakuacji:

„Na tydzień przed wybuchem wojny do przygotowanych skrzyń blasza-
nych spakowano wszystkie arrasy, pamiątki historyczne, zbroje, rzędy, skarbiec
wyrobów złotniczych oraz zabytkowe dywany. Starałem się objąć wszystko,
co posiadało wartość artystyczną i historyczną polską... W niedzielę dnia 3 wrze-
śnia, wobec pogarszającej się sytuacji wojennej, zaszła potrzeba ewakuacji
zbiorów. Zarówno wojewoda krakowski Tymiński, jak i dowódca D.O.K.1
Łuczyński odmówili pomocy jakiejkolwiek w postaci samochodów ciężarowych
etc. Pociągi już nie odchodziły, pozostawała jedynie droga wodna w postaci
galarów. W ciągu dnia przewieźliśmy wszystko nad Wisłę do przesyłki. Po zała-
dowaniu wszystkiego wieczorem pokazało się, że nie ma obsługi galarowej,
wreszcie i tę udało się zwerbować i o godz. 10-ej wieczorem, prowadzony przez
podpisanego oraz przez inżyniera z Kierownictwa Odbudowy Wawelu 2 Józefa
Krzywdę-Polkowskiego transport, złożony z 20 skrzyń blaszanych, 7 rulonów
blaszanych, 1 skrzyni drewnianej, chorągwi tureckiej luzem i dywanów użytko-
wych ze Zamku, ruszył w drogę na Niepołomice, Nowy Korczyn aż do Sando-
mierza. Wobec bombardowania posuwano się głównie nocami... Od Sandomie-
rza aż do Kazimierza nad Wisłą droga prowadziła już między obu frontami,
tak że nigdzie władz cywilnych nie można było już spotkać" 3.

Transport był niesłychanie powolny. Według relacji innego uczestnika wy-
prawy, inż. Bohdana Tretera, konserwatora zabytków Krakowa, nawet po
doczepieniu galaru do statku parowego posuwano się z szybkością ok. 7—8 km/
godz.; w rezultacie do Kazimierza przybyto dopiero dnia 9 września4.

„W Kazimierzu nad Wisłą" — kontynuuje raport Świerza-Zaleskiego —
udało się uzyskać połączenie z dowództwem grupy «Wojciech», która przysłała
o świcie dnia 10 września 12 zarekwirowanych podwód. W ten sposób rekwirując
podwody już na własną rękę i płacąc je z własnych funduszów (Zarząd Zamku
nie dostarczył bowiem ani grosza na prowadzenie transportu), podobnie jak
przedtem płacony był również przez nas galar, przez Karmanowice dostaliśmy
się pod Lublin. W miasteczku Wąwolnica, do którego udałem się piechotą

361
loading ...