Państwowy Instytut Sztuki [Editor]; Stowarzyszenie Historyków Sztuki [Editor]
Biuletyn Historii Sztuki — 16.1954

Page: 484
DOI issue: DOI article: DOI article: DOI article: DOI Page: Citation link: 
https://digi.ub.uni-heidelberg.de/diglit/bhs1954/0552
License: Free access  - all rights reserved Use / Order
0.5
1 cm
facsimile
RECENZJE

Oprócz wymienionych we wstępie
córek Daniela i syna (Wilhelma) mał-
żeństwa francuskie zawarli młodszy
syn Henryk, bratanek Daniel i bra-
tanica Nanette, a tradycja tych
związków utrzymała się w pokole-
niach następnych, gdzie niemieckie
nazwiska trafiają się stosunkowo
rzadziej.
Jak słusznie stwierdził jeden z je-
go monografistów29, o Chodowieckim
napisano więcej niż było o nim do
powiedzenia. Artysta, z właściwą
swojej epoce ekspansywnością, zano-
tował o swoim życiu i twórczości
mnóstwo szczegółów, które niemiec-
cy biografowie komentowali tak jak
im to było na rękę. Dopiero w la-
tach 1919—27 ukazały się w druku
listy; niestety z tekstami francuski -

29 Kaemmerer L., jw., s. 3.
30 Dziennik z podróży do Gdań-
ska i kronikę rodzinną wykorzystał
z zamiarem opublikowania J. Bołoz-
Antoniewicz, Sprawozdania K. H. S.
VII (1905), s. CCLXXIII—IV i VIII
(1907), s. LVII.
31 Von Berlin nach Danzig, jw.,
tabl. 15: „Ein Kassubisches Dorf.

mi fatalnie sobie radzono błędnie
rozszyfrowując wyrazy i zaopatru-
jąc w pytajniki zdania, przy właści-
wym odczytaniu nie nasuwające
wątpliwości. Nie wydany pozostał
dziennik30 interesujący dla nas
zwłaszcza w okresie gdańskiej pe-
regrynacji. (Pisany, jak większość
listów, po francusku dawał sposob-
ność do nieporozumień i przeinaczeń
tekstu. Dlatego wiadomości niemiec-
kich komentatorów należy powtarzać
z rezerwą. Toteż nie wydaje się słu-
szne poruszanie we wstępie do popu-
larnego wydawnictwa incydentu z
Kaszubką. Wprawdzie w znanych mi
wydaniach podróży do Gdańska jest
mowa o wyrażonej przez nią chęci
obdarowania podróżnych dzieckiem,
ale dziecko to było „jak by znalezio-
ne" 31. Czyż warto powtarzać w 15

Arme Bauernweiber wollten den
Reisenden ein Kind schenken, wel-
ches sie gefunden zu haben vorge-
ben und welches ihnen zur Last ist“.
Von Berlin nach Danzig. Eine Kunst-
lerfahr im Jahre 1773 von D. Chodo-
wiecki. 108 Lichtdrucke ... Mit er-
Iduternden Text und einer Einfiih-
rung von Prof. Dr W. von Oettin-
gen..., wyd. II (edycja I z r. 1895),

tysiącach egzemplarzy nie stwierdzo-
ny ten fakt, skoro nie doszedł do nas
w oryginalnej francuskiej redakcji
Chodowieckiego.
Błędem korektorskim, sądzę, jest
nazwisko Czapskich zamiast Czac-
kich wśród rodzin polskich w Gdań-
sku, z którymi łączyły Chodowieckie-
go bliższe stosunki. Szkoda też, że
w tak krótkim tekście przeoczono
błąd językowy: „za Francuzów ... wy-
dał wszystkie córki i syna".
Mimo pewnych nieścisłości i nie-
dopatrzeń wydawnictwo pożytecznie
spełni swoją rolę, a choć przezna-
czone dla szerokich kół czytelniczych,
powinno się znaleźć we wszystkich
polskich bibliotekach sztuki.
Maria Mrozińska

tabl. 14: „In der Kassubei. Am 10
Juni ... Das Elend ist so gross das in
einem der Dórfer eine Frau dsn Rei-
senden ihr dreijahriges Kind schen-
ken will, das sie gefunden zu haben
und nicht brauchen zu konen vor-
gibt. Der Kaufmann vsrspricht ihr
es bei seiner Riickkehr mitzuneh-
rnen und in einer kinderlosen Fami-
lie unterzubringen".

W SPRAWIE POMNIKÓW ARCHITEKTURY POLSKIEJ

Trzeba bezstronnie przyznać, że
obszerna kolektywna recencja I ze-
szytu Pomników Architektury Pol-
skiej należy do najbardziej praco-
witych, jakie się ukazały na łamach
Biuletynu Historii Sztuki1. Jeżeli
jednak zachodzi potrzeba odpowie-
dzi, to nie tylko z powodu omyłek,
usterek, nieporozumień, niezgodnych
z prawdą informacji, które zakradły
się do tej oceny, lecz nade wszystko
dla wyjaśnienia paru istotnych kwe-
stii, dotyczących inwentaryzacji pro-
blemowej w szczególności, a metody
pracy historyka sztuki w ogóle, przez
kolektyw recenzyjny zapoznanych i
wykoszlawionych.
Nawał uwag, uzupełnień i dro-
biazgowych ekspektoracji rozwinię-
tych w objętości, przewyższającej
znacznie objętość pracy recenzowa-
nej, nie pozwala wchodzić we wszy-
stkich wypadkach w indywidualną
ich specyfikę tym bardziej, że jak
■spróbuję wykazać, nie jest to nawet
konieczne, jeżeli się przeprowadzi
rozbicie rzeczowe. Odnośnie rozdzia-
łu, traktującego o części źródłowej,
za słuszne uważam: a) uwagi, doty-
czące omyłek w nazwiskach, rozwią-

1 Szymańska J. i Zdziarska R., W
sprawie pierwszego zeszytu „Pomni-
ków Architektury Polskiej“, B.H.S.

zaniu dat dziennych, niektórych lek-
cjach i usterek, polegających na pu-
blikacji źródeł nie zawsze zgodnych
z zasadą następstwa ściśle według
chronologii ich powstania, jak rów-
nież pewnej dowolności selekcji
niektórych tekstów nie najbardziej
zresztą istotnych dla przedmiotu o-
pracowania; — b) uzupełnienia źró-
dłowe, dotyczące uszkodzenia w cza-
sie burzy wieży kolegiaty opatow-
skiej (wzmianka z 13.XI.1600) oraz
części wypisów źródłowych z XVI
w., dotyczące ówczesnego stanu bu-
dowli. Nawiasem mówiąc, jak to za-
znaczono wyżej, tekst recenzji nie
jest wolny od usterek i to analogicz-
nego typu, jakie zarzucano mojej
pracy. A więc wymienione dwukrot-
nie na s. 365 nazwisko kardynała To-
masza winno brzmieć Bakócs a nie
Bakacs 2, jak omyłkowo podano; po-
prawne, stosowane w nowszej histo-
riografii brzmienie nazwiska biskupa
krakowskiego (s. 368), wydającego
„przywilej szydłowiecki” w r. 1519,
winno być Jan Konarski, a nie Jan
z Konar. Dając w aneksie własną
propozycję skrótu tekstu (s. 376), do-
tyczącego spalenia kolegiaty w r.

XVI (1954), nr 3, s. 361.
2 Bolszaja Sowieckaja Encikło-
piedija, 2. wyd., t. IV.

1502, zamiast prawidłowego „illius
ecclesie ornamenta” podano „illius
ecclesie orgamenta”2a. Kościół św.
Wojciecha w Kościelcu, jako funda-
cja bp. Wisława, nie może być na-
zwany fundacją rycerską. Te manka-
menty, powstałe mimo widocznej
pracowitości i akrybii kolektywu re-
cenzyjnego utwierdzają jeszcze u-
gruntowane już poprzednio prze-
świadczenie Komitetu redakcyjnego
Wydawnictw Ministerstwa Kultury i
Sztuki Zarządu Ochrony i Konser-
wacji Zabytków, jak również opra-
cowującego I zeszyt Pomników, że
przyjęty początkowo sposób opraco-
wania źródeł historycznych nie jest
słuszny. Przy dzisiejszej daleko po-
suniętej specjalizacji nauk historycz-
nych nie jest możliwe przygotowa-
nie poprawnego wydania źródeł przez
zespół częściowo czy w całości złożo-
ny z niespecjalistów, chociażby oży-
wionych najlepszymi chęciami. Auto-
rem opracowania części źródłowej
historycznej musi być specjalista hi-
storyk, uzgadniający wybór tekstu,
osobiście odpowiedzialny za komen-
tarz i przygotowanie publikacji aż po
korekty i erratę włącznie. Zadaniem

2a Jest to błąd korektorski powsta-
ły z winy redakcji Biuletynu (Przyp.
Red.).

484
loading ...