Zakład Architektury Polskiej i Historii Sztuki <Warschau> [Editor]
Biuletyn Historii Sztuki i Kultury — 11.1949

Page: 256
DOI issue: DOI article: DOI Page: Citation link: 
https://digi.ub.uni-heidelberg.de/diglit/bhsk1949/0270
License: Free access  - all rights reserved Use / Order
0.5
1 cm
facsimile
ANNA SCHUSTEROWA

NiEZNANY OBRAZ JANA MASSYSA: „WENUS"
W ZBiORACH PUSŁOWSKiCH W KRAKOWiE
W zbiorach pałacu Pusłowskich w Krakowie od lat zwraca uwagę
obraz z epoki renesansu niderlandzkiego, przedstawiający „Wenus z amor-
kiem". (ryc. 121). Prof. Jerzy Mycielski przypisywał go Janowi Gossart
(zwanemu Mabuse)- W katalogu Wystawy wnętrz pałacu hr. Pusłowskich,
wydanym przez Muzeum Narodowe w Krakowie w r. 1936, figuruje jako
autor Marten van Heemskerk.
Przypatrzmy się bliżej temu malowidłu: Zdała, za miastem, na wzgó-
rzu, w pobliżu morskiego wybrzeża, na rozpiętej na trawniku i krzewach
jedwabnej czerwonej draperii spoczywa prześliczna młoda dziewczyna, bo-
gini miłości Wenus. Świadoma swego piękna, pozuje malarzowi w wyszu-
kanej a pełnej prostoty i wdzięku pozie, okazując całą doskonałość swego
młodego ciała. Nie ma np sobie nic prócz przejrzystego szaro-białego szala,
lekko przerzuconego przez biodra. Jej wspaniała nagość zachwyca kształ-
tem, subtelnością modelacji i czystością linii. Ta poza nieco sztywna,
ten wdzięk dziewczęcej twarzy, jej lekki półuśmiech zagubiony w bezruchu,
mają w sobie zaklęte nieprzemijające piękno trwania, bytu poza życiem
i czasem.
Wpół leżąc na lewym boku, tuli do siebie prawym ramieniem amorka,
figlarnego nagiego chłopaczka, z bogato ozdobnym kołczanem pełnym strzał,
przerzuconym przez ramię. Rączkami miłośnie objął za szyję dziewczynę
i pieszczotliwym ruchem chwyta ją pod brodę. Zwraca do niej swą główkę,
zdobną w kędziorki złotych włosów, z kuszącym uśmiechem na dziecinnych
usteczkach, oczami szuka jej oczu. A ona swą śliczną głowę nieco odwraca,
lecz na wargach jej błądzi uśmiech, który też czai się w brązowych oczach.
Uczesana jest z wyszukaną starannością. Błyszczące rudawe pukle włosów
przykrywa przejrzystą koronką stroik, upięty tak, by nie zasłaniać różowej
muszli ucha.
Lekko wspierając się na lewym łokciu o purpurową aksamitną po-
duszkę, dłonią głaska małego białego pieska pudelka, który w pełnej ele-
gancji pozie, położył się u boku swej pani.
A wokół na trawniku kwitną białe i żółte kwiatki. Na dalszym planie
widać drzewa, gaje, łąki, na których pasą się owieczki. Ciemną zieleń drzew
przecina tu i ówdzie jasną wstęgą ścieżka, którą jacyś ludzie dążą do miasta.
To portowe miasto, warownym murem otoczone, wznosi się tarasowato ku
wzgórzom. Doskonale tam można wyróżnić poszczególne budowle, mury
z basztami, ulice, place, kościoły, domy i zamki, z których największy
wznosi swe mury wysoko na skałach, ponad miastem. W środku miasta,
w porcie stoją okręty, z których kilka pod żaglami wypływa na pełne mo-
rze. Białe piany fal rytmicznie przecinają modrą zieleń wody, opływającej
różowe mury. A jeszcze dalej widać zatokę morską, skały, pola uprawne
i zalesione wybrzeże, a na cyplu wgłąb morza wysuniętym widnieje latar-
nia morska. A wreszcie ciemna linia horyzontu odcina morze od pochmur-
nego nieba. Wszystkie te szczegóły można śledzić okiem z uczuciem, że
ogląda się odległy widok przez teleobiektyw silnie na ostrość nastawiony.
loading ...